Katolicy.eu

Nominacja kardynalska

.

 

29.05.1967 r. rozeszła się wiadomość, że wśród  mianowanych przez Ojca Św. Pawła VI kardynałów jest krakowski metropolita abp Karol Wojtyła. Na wieść o tym Sługa Boży Stefan kard. Wyszyński Prymas Polski zanotował: „Więc nareszcie – dwóch Polaków. <Deo gratias!>”.

Wiadomość o nominacji kardynalskiej krakowskiego biskupa dotarła do Polski za pośrednictwem radia „Wolna Europa”. Sam nominat przebywał tego dnia na wizytacji dekanatu Jaworzno. W Krakowie bp pomocniczy Julian Groblicki wezwał ks. kurialistów i poinformował ich o mianowaniu ordynariusza kardynałem. Następnie razem z bpem sufraganem Janem Pietraszko i 8 kurialistami udał się do Brzezia koło Bochni, gdzie przebywał abp Wojtyła na pogrzebie tamtejszego proboszcza. Tam złożyli gratulacje. Odpowiadając na nie metropolita krakowski oświadczył, że należy poczekać do czasu otrzymania oficjalnych dokumentów z Rzymu, po czym udał się do Warszawy, gdzie wspólnie z prymasem Wyszyńskim uzgodnił sposób dalszego postępowania w związku z nominacją. Następnie powrócił do Jaworza i kontynuował przerwaną wizytację. Po oficjalnym potwierdzeniu nominacji, od 1.06.1967 r. zaczęły napływać do Krakowa listy i depesze gratulacyjne z kraju i zagranicy.

26.06.1967 r. abp Wojtyła otrzymał w Watykanie kapelusz kardynalski. 9.07.1967 r. nowy kardynał powrócił do kraju. W Katowicach oczekiwały na niego  kapituły: katowicka na czele z bpem Henrykiem Bednorzem i krakowska z bpem Groblickim. W powitaniu uczestniczyli również zagraniczni dziennikarze oraz przedstawiciele krajowej prasy katolickiej. Po krótkim powitaniu kardynał Wojtyła w towarzystwie bpa Bednorza ruszył samochodem w kierunku Krakowa. Po drodze metropolita krakowski zatrzymał się w parafii Jaworze entuzjastycznie witany przez wiernych. Odpowiadając na gratulacje, podkreślił, że wysoko ceni sobie przywiązanie miejscowych robotników do kościoła oraz, że to właśnie tu otrzymał wiadomości o kardynalskiej nominacji. Przepraszając za to, że nie może zostać dłużej, zażartował, że musi się spieszyć na Wawel, gdzie czekają na niego królowie, i nie może się spóźnić, aby ich nie obrazić. Jadącego do Krakowa metropolitę pozdrawiali w wielu miejscach oczekujący wierni.

W wawelskiej katedrze i na dziedzińcu zgromadziło się kilku biskupów, kuria krakowska oraz kilka tysięcy ludzi. Dziękując za modlitwy i przywiązanie, kard. Wojtyła podkreślił, że jego purpurowy strój jest symbolem nie tylko wysokiego wyniesienia w hierarchii kościelnej, ale też symbolem krwi, której gdy zajdzie tego potrzeba, nie zawaha się oddać w obronie zagrożonego kościoła. Przy wyjściu metropolity z katedry rozbrzmiały fanfary, a zgromadzona na wawelskim wzgórzu rzesza ludzi odśpiewała gromkie sto lat.

Komunistyczne władz postanowiły wykorzystać wyniesienie abpa Wojtyły w celu skłócenia go z prymasem Wyszyńskim. W sporządzonym 5.08.1967 r. na polecenie Urzędu ds. wyznań memorandum zatytułowanym „Nasza taktyka w stosunku do kardynałów Wojtyły i Wyszyńskiego”, Adam Piekarski przewidywał: Karol Wojtyła (...) jest pod (...) przeważającym wpływem innych zgoła sił i grup nacisku niż kardynał Wyszyński, siły te niezależnie od jego woli wciągną go w konflikt z prymasem. (...) Trzeba zaryzykować twierdzenie, że im mniej będzie przez nas pchany, tym szybciej dojdzie do konfliktu. Wcześniej czy później te dwie orientacje muszą wejść w konflikt między sobą, muszą się zderzyć na wielu frontach”.

O tym jak naiwne były nadzieje komunistów na skłócenia dwóch wybitnych pasterzy polskiego kościoła, świadczy notatka uczyniona przez prymasa Wyszyńskiego 4 dni przed napisaniem cytowanego memorandum: „Przybył kardynał Wojtyła. Właśnie kończyliśmy brewiarz w kaplicy i oczekiwaliśmy Nań (...). Plecak w aucie i piuska na nim. (...) Jest ogorzały. Wzięliśmy go od razu w swoje obroty. W czasie wspólnej wieczerzy z Ojcami Paulinami i 15 dziewczętami z Instytutu Prymasowskiego – wszyscy śpiewali, w czym były artysta teatru rapsodycznego brał żywy udział. Wypogodniał i stał się bardziej bliski. Wygłosił piękne przemówienia na które i ja odpowiedziałem: (...) <ciągnijmy wóz Ojczystego Kościoła społem>. Wytworzyła się wspaniała atmosfera, której nikt nie chciał kończyć”.