Katolicy.eu

Jan Paweł II - śmierć

         W opublikowanym dwa lat przed swoją śmiercią „Tryptyku rzymskim” Ojciec Św. Jan Paweł II pisał:

Kres jest tak niewidzialny, jak początek.
Wszechświat wyłonił się ze Słowa i do Słowa też powraca.
W samym centrum Sykstyny artysta ten niewidzialny
kres wyraził
w widzialnym dramacie Sądu -
I ten niewidzialny kres stał się widzialny jakby szczyt
przejrzystości:
omnia nuda et aperta ante oculis Eius!
Słowa zapisane u Mateusza, tutaj zamienione w malarską wizję:
"Pójdźcie błogosławieni... idźcie przeklęci"...

I tak przechodzą pokolenia -
Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi,
z której zostali wzięci.
"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz".
To co było kształtne w bezkształtne.
To co było żywe - oto teraz martwe.
To co było piękne - oto teraz brzydota spustoszenia.
A przecież nie cały umieram,
to co we mnie niezniszczalne trwa!

 

W niedzielę, 29.01.2005 r. cały świat w czasie modlitwy Anioł Pański usłyszał, że Jan Paweł II ma problemy z gardłem. W ten sposób rozpoczął się cały szereg wydarzeń zdrowotnych, który doprowadził do śmierci namiestnika Chrystusowego. Im stan zdrowia następcy św. Piotra stawał się gorszy, tym intensywniejsze były modlitwy ludzi na całym świecie w jego intencji. W Polsce we wszystkich kościołach oraz miejscach związanych z posługą Jana Pawła II gromadziły się tłumy czuwając w dzień i w nocy. Komunikaty dochodzące w Watykanu pozostawiały coraz mniej miejsca na nadzieję.

Nadeszła pamiętna sobota 2.04.2005 r. Rano Jan Paweł II rozpoznawał różne osoby oraz reagował na zadawane mu pytania. Jednak powoli tracił świadomość. W tej sytuacji abp Stanisław Dziwisz zadzwonił po gubernatora Państwa Watykańskiego kardynała Edmunda Szokę, Amerykanina polskiego pochodzenia. Kardynał Szoka ukląkł przy łóżku chorego i zaczął się modlić po polsku. Jan Paweł II dał znak oczyma, że go wita. Kiedy kardynał zrobił nad nim znak krzyża, próbował powtórzyć znak błogosławieństwa.

Potem, gdy abp Dziwisz po włosku zapowiedział przybycie kardynałów Achille Silvestriniego i Jean-Louisa Taurana, papież sprawiał wrażenie półprzytomnego. Dopiero kiedy usłyszał to samo po polsku, otworzył oczy, jakby chciał dać znać, że ich poznaje. Rozpoznał także przybyłego ok. 10,00 swojego przyjaciela księdza prof. Tadeusza Stycznia.

W tym czasie zgromadzona przed bazyliką św. Piotra młodzież, przede wszystkim z Włoch i Polski, skandowała: - Viva il papa!, Giovanni Paolo!

Jan Paweł II od południa miał bardzo silną gorączkę, coraz częściej na dłuższe chwile tracił przytomność. To była oznaka nieodwracalnego kryzysu, choć, jak pocieszał prof. Corrado Manni, który usypiał papieża przy kilku operacjach, Ojciec Święty ma nadzwyczajną wolę walki. Osobisty lekarz Jana Pawła II Renato Buzzonetti wspominał: Papież nigdy nie prosił o środki uśmierzające ból, także w ostatniej fazie. Zespół opiekujący się Ojcem Świętym, na jego wyraźne życzenia,  nie stosował tak zwanej uporczywej terapii przedłużającej życie za cenę dodatkowych cierpień fizycznych i psychicznych. Podawano tylko antybiotyki i leki regulujące ciśnienie oraz respirator.

Tłum na placu Świętego Piotra rósł z godziny na godzinę. O 16.30 było już 30 000 ludzi zjednoczonych w modlitwie.

O godzinie 20.00 w pokoju papieża zaczęto odprawiać mszę w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego. Przewodniczył abp Stanisław Dziwisz w koncelebrze z kard. Marianem Jaworskim abpem Lwowa, abpem Stanisławem Ryłko, sekretarzem Papieskiej Rady do spraw Świeckich, księdzem Mieczysławem Mokrzyckim  osobistym sekretarzem.

Po mszy św., zarówno celebrujący ją kapłani jak i obecni przy łożu boleści: ks. Tadeusz Styczeń, trzy zakonnice ze zgromadzenia Służebniczek Najświętszego Serca Jezusowego ze swą przełożoną siostrą Tobianą Sobótką, trzej włoscy lekarze i dwaj pielęgniarze, kontynuowali modlitwę.

Kiedy zaczęła się agonia, abp Stanisław Dziwisz trzymał Ojca Świętego za rękę. O godz. 21.37 dr Buzzonetti uznał, że „dokonało się".

W tym czasie na placu trwała modlitwa różańcowa, którą prowadził kardynał Edmund Szoka. Dwie minuty przed dziesiątą rzecznik Watykanu zakomunikował dziennikarzom: Ojciec Święty zmarł tego wieczoru o 21.37 w swoim apartamencie prywatnym. 

Chwilę później arcybiskup Leonardo Sandri powiedział: Nasz najukochańszy Jan Paweł II powrócił do Domu Ojca" Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadzonych na placu Świętego Piotra zaczęło bić brawo. Większość miała łzy w oczach.

 

         Na wieść o śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II w Krakowie zaczął dzwonić dzwon Zygmunta. Setki tysięcy Polaków podjęło w kościołach i na placach spontaniczną modlitwę w jego intencji. Kard. Franciszek Macharski przemawiając do zgromadzonego pod oknem przy ul. Franciszkańskiej 3 oknem tłumu powiedział: To, co stworzył Jan Paweł II, to wielki dar. (...) Będziemy pokoleniem tych, których kochał Jan Paweł II i którzy go kochali, i kochać będą.

Marek Czuku

NIE LĘKAJCIE SIĘ

1.

Boli nas Twoje serce, ogrania chaos.

Venitas venitatum et omnia vanitas.

 

Pan w tydzień stworzył

ten świat niedoskonały.

Ty naprawiałeś go

dwadzieścia sześć lat.

 

 

 

 

Jesteśmy słabi, ułomni...

Idziemy teraz w białych marszach,

Bo chcemy być lepsi od samych siebie.

 

Miłosierdzie?...

Za dużo oczekujesz.

 

Ojcze Święty, czemuś nas opuścił...

2.

Miałem wtedy osiemnaście lat,

rozpoczynałem studia.

Pojawiłeś się jak gdyby znikąd

w tym okresie buntu i niezgody.

 

Potem wzruszałeś mnie nie raz

swoją prostolinijnością i dobrocią.

W 1987 przejeżdżałeś nawet

pod moimi oknami.

 

Nie miałem nigdy ojca.

Słuchałem Ciebie

jak ostatecznej instancji,

a jednocześnie – kogoś bardzo bliskiego.

 

Nie potrafiłem jednak

tak kochać jak Ty.

 

Ojcze Święty, czemuś nas opuścił...

3.

W głębi książki

słowa układają się

w sens:

 

...istnieje Ktoś,

kto dzierży losy

tego przemijającego świata,

Ktoś, kto ma klucze

śmieci i otchłani,

Ktoś, kto jest Alfą i Omegą

dziejów człowieka...

 

A ten ktoś jest miłością...

4.

Nadzieja, nadzieja, nadzieja...

Mantra białych słów.

Pokora śmierć

I...

5.

21:37