Katolicy.eu

Zamach na Ojca Św. Jana Pawła II

13.05.1981 r. o piątej po południu na Placu św. Piotra w Rzymie, Ojciec Św. Jan Paweł II jechał swoim białym pojazdem i błogosławił tłum. Luigi Accattoli opisywał: W odkrytym samochodzie przesuwa się powoli wzdłuż bariery, obejmuje dzieci. Jak w każdą środę i tak jak w czasie wszystkich podróży w świecie. Oto kończy drugie okrążenie placu i zbliża się do Bramy Spiżowej. Na rękach trzyma dwuletnią dziewczynkę z balonikiem Sarę Bartoli. (...) Wśród tłumu jest Mehmet Ali Agca. Ma dwadzieścia trzy lata, urodził się w Yestilpe w południowo-wschodniej Turcji, kawaler. Skazany na śmierć za zabójstwo, uciekł z więzienia wojskowego w Istambule, zawodowy terrorysta, znany przez policję w połowie świata. W ręku trzyma browning kaliber dziewięć. Oddaje dwa strzały, kule trafiają papieża w brzuch. Cudem jest, że nie pozbawiły go życia.

Kard. Stanisław Dziwisz wspominał: Byłem tak wstrząśnięty, że nie od razu zrozumiałem. Wybuch pod autem? Huk był ogłuszający. Naturalnie, szybko zrozumiałem, że ktoś strzelał. Ale kto? I zobaczyłem, że Ojciec. Święty został zraniony. Chwiał się, ale nie było widać ani krwi, ani ran. Zapytałem: <Gdzie?>. Odpowiedział: <W brzuch>. Spytałem jeszcze: <Czy bardzo boli?>. Odpowiedział: <Tak>.  

Stojąc za Ojcem Świętym, podtrzymałem go, żaby nie upadł. Półleżał w aucie, oparty o mnie. I tak dojechaliśmy do ambulansu koło centrum sanitarnego wewnątrz murów watykańskich. (... )

Ojciec Święty oczy miał zamknięte, bardzo cierpiał i powtarzał krótkie modlitwy w formie aktów strzelistych. O ile dobrze pamiętam, to najczęściej: „Maryjo, matko moja! Maryjo, Matko moja!

Ojciec Św. Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” wspominał: Zachowałem jeszcze przez pewien czas świadomość. Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu – ale miałem taką dziwną ufność. Mówiłem do księdza Stanisława, że wybaczam zamachowcowi.

Od przeniesienia papieża do karetki rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem. Okazało się, że ranny Jan Paweł II był nie w tej karetce, co powinien i został przeniesiony do drugiej, która posiadała odpowiednie wyposażenie. Następnie z piskiem opon ruszył kierowca i pomimo braku eskorty oraz zepsucia się ostrzegawczej syreny dojechał w ciągu 8 minut, przebijając się przez zatłoczone ulice, do Polikliniki Gemelii. Tu natychmiast zapadła decyzja o operacji. Rozpoczęta o 17,50 skończyła się dopiero o 23,25.

Kard. Dziwisz relacjonował: organizm Ojca Świętego był bardzo wykrwawiony. Ciśnienie krwi dramatycznie spadło, bicie serca było ledwo wyczuwalne. Lekarze poprosili mnie, żebym udzielił Ojcu Świętemu Namaszczenia Chorych. Zaraz to zrobiłem. (...) Potem zrobiono Ojcu Świętemu transfuzję krwi. (...) Pierwszą krew organizm odrzucił. Znaleźli się jednak pracujący w tym szpitalu lekarze, którzy dali Ojcu Świętemu własną krew. Ta druga transfuzja przyjęła się. Operację lekarze przeprowadzali, nie wierząc w przeżycie pacjenta. (...) część organów wewnętrznych organizmu Ojca Świętego była zrujnowana. Operacja była bardzo złożona i trudna. 

Około północy obudziwszy się z narkozy Jan Paweł II zapytał czuwającego przy łóżku ks. Dziwisza: Czy odmówiliśmy kompletę?.

Na wieść o zamachu na życie Ojca Świętego Jana Pawła II, umierający prymas Stefan kard. Wyszyński powiedział: Dzisiaj pozostaje nam tylko jedno, nasze osobiste cierpienia, udręki, starajmy się dołączyć  do tych wielkich udręk świata. Na pewno Ojciec Święty też tak to przeżywa, ażeby osobiste udręki składać w dłonie Matki Kościoła, której zawierzył na Jasnej Górze. To jest jego najważniejsze dzieło. W porównaniu z tym wielkim dziełem nasze osobiste cierpienia stają się maluczkie i dlatego, najmilsi i ja, dotknięty obecnie w moich najrozmaitszych dolegliwościach fizycznych, muszę je uważać za skromne i małe w porównaniu z tym co dotknęło Głowę Kościoła.

Na całym świecie miliony katolików zgromadziły się w kościołach i na Placu Świętego Piotra, aby czuwać i prosić Boga o cud uzdrowienia. W Krakowie 17.05.1981 r. 300 000 ludzi przeszło w „Białym marszu” na Rynek Główny, aby przed frontonem Kościoła Mariackiego uczestniczyć we Mszy św. odprawionej w intencji ocalenia życia Ojca św. Jana Pawła II. Nabożeństwa w tej intencji z tłumnym udziałem wiernych odprawiono wówczas we wszystkich polskich kościołach.

23.05.1981 r. lekarze wydali komunikat, że życiu Ojca Świętego nie zagraża niebezpieczeństwo. Świat odetchnął z ulgą. Kard. Dziwisz wspominał: Następne trzy dni (po zamachu – PP) były straszne. Ojciec Święty ogromnie cierpiał. Przecież ze wszystkich stron miał dreny, był cały pocięty. Niemniej jednak rekonwalescencja postępowała bardzo szybko. Z początkiem czerwca ojciec Święty wrócił do domu.

Szef kliniki Gemelli w Rzymie prof. Francesco Crucitti stwierdził: Zauważyłem co niewiarygodnego. Kula zdawała się biec zygzakiem przez żołądek, omijając witalne organy. Ominęła również aortę. Gdyby ją przebiła, Ojciec Św. Wykrwawiłby się przed dotarciem do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez kogo prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń. 

Ojciec Św. Jan Paweł II tak mówił o zamachu zaprzyjaźnionemu dziennikarzowi: To był cud, jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kulę. W pierwszą rocznicę cudownego ocalenia przybył do Fatimy, aby osobiście podziękować Matce Bożej za uratowanie życia.

         W marcu 2006 r. komisja śledcza włoskiego parlamentu powołana dla ustalenia odpowiedzialności obywateli włoskich podejrzanych o współpracę z KGB, ustaliła , że rozkaz zabicia Jana Pawła II wydał osobiście I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew, a zatwierdziło Biuro Polityczne. Ali Agca miał działać na zlecenie bułgarskiej służby bezpieczeństwa, której działania miało inspirować sowieckie KGB. Komisja nie podała jednak żadnych konkretnych dowodów na poparcie swojej tezy.