Katolicy.eu

Ojciec Władysław Gurgacz, kapelan partyzantki antykomunistycznej.

 

         Władysław Jan Gurgacz ur. się 2.04.1949 r. w Jabłonicy Polskiej k. Krosna, w rodzinie chłopskiej. Po skończeniu szkoły powszechnej w Korczynie, uczył się w gimnazjum w Krośnie. Mając 17 lat wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Starej Wsi koło Krosna. W 1937 r. zdał maturę, po czym rozpoczął studia filozoficzne w krakowskim Kolegium Jezuitów. Naukę przerwał wybuch II wojny światowej. W 1942 r. przyjął święcenia kapłańskie, po czym podjął studia teologiczne w Kolegium Jezuickim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

         W lipcu 1944 r. O. Gurgacz powrócił do Starej Wsi, gdzie podjął działalność duszpasterską. Zwrócił na siebie uwagę głoszeniem śmiałych i porywających kazań oraz konferencji rekolekcyjnych. Od kwietnia 1945 r., leczył się w szpitalu w Gorlicach pełniąc jednocześnie w nim funkcję kapelana. Dzięki jego opiece duchowej nawróciło się wielu pacjentów. Po przebytej operacji, zamieszkał w styczniu 1947 r. w Zakopanem. Tu nawiązał kontakt z oddziałami partyzantki antykomunistycznej. W kwietniu 1947 r. pisał: Tyle dusz ginie! Zwłaszcza młodych. Mam czasem wrażenie, że ludzie zatracili zmysł moralny i nie odróżniają zła od dobra... Naród idzie szybkimi krokami do grobu, a nie widać na razie tych, co by go zatrzymali na zgubnej drodze. Rozlewa się szeroko powódź pijaństwa, rozpusty, niewiary... jako ratunek na owe nieszczęścia mam mój znikomy wysiłek kapłańskiej pracy, jakże bardzo znikomy! – i cierpienia z modlitwą....

We wrześniu 1947 r. O. Gurgacz został kapelanem sióstr służebniczek w Krynicy. Jego śmiałe kazania i patriotyczna postawa zwróciły na niego uwagę mieszkańców i kuracjuszy. Dwukrotnie próbowano go zabić. O jednym z tych zamachów tak pisała jego biografka Danuta Suchorowska – Śliwińska: Kiedy wychodził wieczorem z kościoła, zabiegł mu drogę milicjant i strzelił. Władysław zdążył paść na ziemię i ocalić życie, bowiem w tym samym momencie podbiegł mu na pomoc przechodzący w pobliżu żołnierz. Napastnik uciekł. Gurgacz zawołał za nim: <Poczekaj, dam Ci rozgrzeszenie>. W opinii mieszkańców Krynicy urósł teraz na bohatera.

         O. Gurgacz był coraz częściej wzywany na UB. W końcu, w obawie przed  aresztowaniem, zaczął się ukrywać. Wiosną 1948 r., wbrew oficjalnemu stanowisku i radom przełożonych, wstąpił do oddziału partyzanckiego „Żandarmeria” Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, w którym pełnił funkcję kapelana. W oddziale nazywano go „Ojcem”. Zajmował się działalnością duszpasterską i oświatową, a jego pragnieniem było pomóc partyzantom w powrocie do cywilnego życia. By nie narażać swoich współbraci na szykany, po rozmowie z przełożonymi, napisał rezygnację z przynależności do zakonu. Targany wątpliwościami, w czerwcu 1948 r. udał się do Warszawy do Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda. Według Suchorowskiej: Dostał w Kurii Prymasowskiej jurysdykcję na cały kraj jako kapelan partyzantów i ornat, podobno podarowany niegdyś kardynałowi Hlondowi przez Piusa XI. Miał też otrzymać polecenia, aby przekonywał partyzantów o bezcelowości dalszej walki zbrojnej.

         O. Gurgacz powrócił do swojego oddziału, razem z którym operował na obszarze powiatów nowosądeckiego i limanowskiego oraz ziemi rzeszowskiej. Dzielił z partyzantami ich los. Dzięki niemu każdy kolejny dzień w oddziale zaczynano od Mszy św.

W 1 poł. 1949 r. O. Gurgcz w swoim notatniku zanotował: Czekam z utęsknieniem na tę ostatnią stację, kiedy pociąg życia się zatrzyma i każą wysiadać... Maluczko i skończy się ścieżka zarośnięta cierniem, wyboista i stroma, wsiąknie w ziemię. U jej kresu usypią mały pagórek i postawią krzyż.

W lipcu 1949 r. O. Gurgacz został wraz z innymi partyzantami aresztowany przez funkcjonariuszy WUBP w Krakowie. Uznany za dowódcę oddziału, stanął przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie. W czasie rozprawy nie bronił się lecz atakował sądowych oprawców i występował w obronie partyzantów. Zdumieni sędziowie usłyszeli z jego ust: Ci młodzi ludzie, których tutaj sądzicie, to nie bandyci, jakich oszczerczo nazywacie, ale obrońcy Ojczyzny! Chciałem Polski wolnej i o nią walczyłem. (...) Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć? (...) Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę.

Bezkompromisowa postawa O. Gurgacza spowodowała odwołanie planowanej transmisji procesu w polskim radiu. 13.08.1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał go na karę śmierci. Współwięzień Ks. Józef Zator – Przytocki wspominał: po wyroku śmierci, mimo namawiania go przez władze prokuratorskie i więzienne odmówił pisania o ułaskawienie. Wniosek taki skierował w tej sytuacji adwokat, ale Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

O. Władysław Gurgacz został rozstrzelany 14.09.1949 r. w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Przebieg egzekucji tak opisała Suchorowska: Szli wszyscy trzej. W bieliźnie i boso. Pierwszy szedł Gurgacz, za nim Balicki i Szajna. Szli w milczeniu. Wtedy starszy w celi zarządził modlitwę za idących na śmierć. Mimo, że strażnik kazał im milczeć zaśpiewali głośno <Pod twoją obronę>. (...) Gdy znaleźli się na miejscu kaźni, na podwórku więziennym i kiedy zaprowadzono ich pod mur (...) prokurator odczytał wyrok śmierci i zapytał o ostatnie życzenie (Też rzadka rzecz). Gurgacz wtedy powiedział: <poczekajcie z egzekucją aż skończą śpiewać tamci w celi>. Pozwolono, więc cała grupa stała przez chwilę w milczeniu. (...) Kiedy ucichły ostatnie tony, więźniowie w celach usłyszeli cztery strzały. (...) Strażnik więzienny, wykonujący wyrok metodą katyńską, a więc strzelając z tyłu w potylicę – chybił za pierwszym razem. (może zadrżała mu ręka?) i zranił tylko Gurgacza. Dopiero po straceniu Balickiego i Szajny Dobił go. (...) Po egzekucji usłyszeli jeszcze więźniowie odgłosy pijatyki, jaką urządzili sobie wykonawcy wyroku.