KATOLICY.EU

Ks. Stanisław Suchowolec, przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki.

 

Stanisław Suchowolec ur. się 13.05.1958 r. Czując głos bożego powołania wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku. W czerwcu 1983 r. przyjął święcenia kapłańskie. Został wikariuszem w parafii w Suchowoli, sześciotysięcznej osadzie przy trasie Białystok – Augustów, w odległości 4 km od wsi Okopy, miejsca urodzenia ks. Jerzego Popiełuszki. Obaj kapłani zaprzyjaźnili się ze sobą. Ks. Popiełuszko powiedział kiedyś do swojej matki: „Mamo, jeśli za mną coś się stanie, Staszek mnie zastąpi.”

11.11.1984 r. obaj kapłani mieli koncelebrować Mszę Świętą za Ojczyznę. Niestety, 3 tygodnie wcześniej Ks. Jerzy został zamordowany. Ta śmierć był silnym wstrząsem dla młodego kapłana. Począwszy od listopada 1984 r. ks. Suchowolec wprowadził w każdą drugą niedzielę miesiąca mszę św. za ojczyznę i w intencji beatyfikacji ks. Jerzego. Przy kościele założył izbę Pamięci zamordowanego kapłana a na cmentarzu przykościelnym wybudował jego symboliczny grób. Rodzicami ks. Jerzego opiekował się jak rodzony syn. Msze św. za ojczyznę zaczęły przyciągać wiernych z całego regionu. Zaniepokojone władze próbowały naciskami na przełożonych kościelnych, zmusić ks. Suchowolca do milczenia. Gdy to nie pomogło, zaostrzono inwigilację, straszono anonimami o rychłej śmierci. W 1985 r wiosną ks. Suchowolec został pobity przez tzw. nieznanych sprawców,  a latem uszkodzono hamulce w jego samochodzie tak, że jadący nim pracownik parafii ledwo uszedł z życiem z ciężkiego wypadku.

W lipcu 1986 r. został przeniesiony do parafii w Białymstoku. Tam wprowadził msze św. za Ojczyznę, wybudował pomnik ku czci ks. Popiełuszki, stworzył duszpasterstwo robotników, skonsolidował miejscową opozycję, pomagał rodzinom prześladowanych działaczy Solidarności. Równocześnie podjął studia nauk społecznych na KUL-u.

Nocą 30.01.1989 r. współlokatorów plebani, obudził swąd spalenizny. Przerażeni wyważyli drzwi do ks. Suchowolca i znaleźli  go na podłodze, obok własnego łóżka, z głową położoną po przeciwnej stronie niż poduszka. Nie dawał znaku życia. Obok zwłok leżał Nika, tresowany doberman, przyjaciel i obrońca księdza...

Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił pomiędzy 2 a 4 w nocy, na skutek zatrucia tlenkiem węgla. W górnej części klatki piersiowej stwierdzono krwawe wylewy, powstałe na skutek uderzenia.

Według oficjalnej wersji przyczyną zgonu miał być nieszczęśliwy wypadek.

Mec. Jerzy Neuman, pełnomocnik rodziny zmarłego powiedział: „W pobliżu łóżka nie było żadnych twardych przedmiotów... Nie można wykluczyć, że sińce są skutkiem urazu spowodowanego przez inną osobę.”

 Komendant białostockiej straży pożarnej po obejrzeniu filmu z wizji lokalnej stwierdził: „Termowentylator nie mógł być przyczyną pożaru. (...)  ( Pożar – PP ) mógł powstać z najprzeróżniejszych przyczyn. Jedno jest pewne: spowodowała go fachowa ręka”.

Wszystko wskazuje, że ks. Suchowolca najpierw pozbawiono przytomności, a następnie spowodowano pożar w wyniku którego uległ zaczadzeniu. Sprawców i inspiratorów zbrodni do dzisiaj nie wykryto.