KATOLICY.EU

Ks. Sylwester Zych, kapelan KPN.

 

         Sylwester Zych ur. się 19.05.1950 r. w Ostrówku koło Wołomina. Matka Irena wspominała: Sylwek od wczesnego dzieciństwa nauczony był pomagać. Nikt nie musiał mu kazać. Dopomagał we wszystkim sam z siebie. Robił w polu, w ogrodzie, a jak było potrzeba, to wyprał, a nawet ugotował obiad. Tak, po śmierci męża Sylwek wziął na siebie wiele ciężarów. Po skończeniu szkoły podstawowej i zawodowej postanowił wybrać kapłaństwo. Mój syn - wspominała Irena Zych - od dziecka chciał iść na księdza. Już po zawodówce, do księdza Grzegorza Kalwarczyka z parafii w Kobyłce zgłosił się po skierowanie do seminarium. Miał wtedy chyba siedemnaście lat. Ksiądz Grzegorz mu poradził, że lepiej będzie, jak wstąpi do seminarium po maturze. I syn skończył Technikum Elektroniczne, pracując. Po latach wspominał: Byłem robotnikiem, znam pracę, nawet ciężką.

         Po wstąpieniu do warszawskiego seminarium, kleryk Zych został powołany do wojska. W 1977 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk prymasa Polski Stefana kard. Wyszyńskiego. Następnie posługiwał jako wikary w kilku parafiach archidiecezji warszawskiej. W 1981 r. został skierowany do parafii Świętej Anny w Grodzisku Mazowieckim. Zainicjował wówczas akcję wieszania krzyży w szkołach i nawiązał ścisłą współpracę z miejscową Solidarnością. Po wprowadzeniu stanu wojennego publicznie piętnował bezprawie i przemoc. Udzielał również schronienia rodzącej się młodzieżowej konspiracji. Podczas swego procesu zeznał: W zebraniach uczestniczyłem jako gospodarz mieszkania, ich starszy kolega i bardziej doświadczony. Zabierałem głos tylko wtedy, gdy interesował mnie temat. (...) Moją intencją było pomagać tym chłopcom, hamować ich, bo mieli gorące głowy.

5.03.1982 r. ks. Zych został aresztowany i oskarżony o współudział w zabójstwie sierżanta Zdzisława Karosa, postrzelonego śmiertelnie podczas próby rozbrojenia. Na komendzie był bity i maltretowany. 8.09.1982 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał go na karę 4 lat pozbawienia wolności. Dwa miesiące później Sąd Najwyższy, rozpatrując sprawę w drugiej instancji, na wniosek prokuratury, podwyższył wyrok do 6 lat więzienia. Karę odbywał w więzieniu w Braniewie, jednym z najcięższych w ówczesnej Polsce. Utrudniano mu kontakty z otoczeniem, a także dostęp do opieki medycznej, mimo, że znacznie podupadł na zdrowiu. Niszczono także dewocjonalia i karano dyscyplinarnie. Interwencje prymasa Polski kard. Józefa Glempa, w jego sprawie nie przynosiły początkowo rezultatów. W sierpniu 1984 r. prymas Polski pisał do ks. Zycha:

Drogi Księże Sylwestrze! Pamiętam o Tobie i proszę Boga, aby kapłaństwo, które tak cenisz, jaśniało także w cierpieniu.

Da Bóg, że po okresie trudnej próby i doświadczeń, będziesz mógł wrócić do służby duszpasterskiej. Matce Bożej Cię polecam – Józef kardynał Glemp Prymas Polski.

Latem 1984 r., po amnestii dla więźniów politycznych, skazanemu Zychowi zaostrzono rygor wykonywania kary. Osadzony w jednoosobowej celi na okres dziewięciu miesięcy, zapadł na zdrowiu. Pojawiły się objawy silnej nerwicy serca, nasilające się astmatyczne zadyszki, dawały o sobie znać wrzody i nerwica żołądka, budzenie się w nocy i drętwienie nóg. Księża B. Stelmach i A. Perdzyński pisali w specjalnym sprawozdaniu dla prymasa Glempa: Za drobne uchybienia regulaminu (kładzenie się w łóżku w nieodpowiednim czasie, inny sposób ścielenia łóżka itp.) naczelnik więzienia nakłada m.in. takie kary, jak: pozbawienie widzenia z rodziną na okres jednego miesiąca, pozbawienie prawa korespondencji (...) kara twardego łoża.

         Ks. Zych odzyskał wolność dopiero 7.10.1986 r. W więzieniu spędził ponad 4,5 roku. Na wolności nawiązał ścisły kontakt z KPN i został kapelanem okręgu warszawskiego, tej największej wówczas nielegalnej organizacji niepodległościowej. Obawiając się o własne życie sporządził w październiku 1987 r. testament. Pisał w nim: Czuję, że zbliża się mój  dzień – czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem. <Uwielbia dusza moja Pana>. (...) Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej. Wielką łaską dla mnie jest to, że z niektórymi z Was walczyłem i siedziałem. Niech Dobry Bóg was błogosławi i sprawi, abyśmy mogli spotkać się na gruzach komuny. Walczyłem jak umiałem, walczyłem do końca, byłem w więzieniu, ale myślę, że Polsce trzeba dać więcej, trzeba dać siebie do końca – jak Ks. Jerzy – mój Przyjaciel i Patron z nieba.

         Ks. Zych nadal odważnie piętnował wynaturzenie władzy. Razem z ks. Stanisławem Suchowolcem założył tajny Chrześcijańsko – Patriotyczny Instytut im. Księdza Jerzego Popiełuszki.

         11.07.1989 r. na przystanku autobusowym w Krynicy Morskiej znaleziono zwłoki ks.  Sylwestra Zycha.

Uczestniczący w sekcji zwłok ks. dr Ernest Kleinert, oficjał sądu Biskupiego w Gdańsku, relacjonował: otarcia naskórka występowały prawie na wszystkich częściach ciała. (...) Weźmy smugi nad lewym uchem i na szczycie głowy. Dla mnie wyglądają tak, jakby zmarły dostał pałką. (...) tak liczne i w różnych miejscach urazy były spowodowane działaniem osoby trzeciej.   

Okoliczności śmierci nie zostały wyjaśnione do dnia dzisiejszego. Ks. Leon Kantorski napisał w przedmowie do kazań ks. Zycha: Żył Ewangelią. (...) Był podporą i ostoją dla młodzieży, a gdy przyszedł czas „stanu wojennego”, dalej chciał być jej przyjacielem. Zapłacił za to trwającą blisko 5 lat utratą wolności. Był dla siebie twardy. Był zawsze gotów do własnej ofiary za innych. W więzieniu, a także gdy znalazł się na wolności. Nienawidził zła pod każdą postacią: grzechu, komunizmu... Dlatego musiał zginąć.