Katolicy.eu

Sługa Boży Jan Tyranowski, kierownik duchowy młodzieży.

 

Jan Leopold Tyranowski urodził się 9.02.1901 roku w Krakowie. Po skończeniu szkoły handlowej, podjął pracę jako bilansista. W 1930 r. zrezygnował, ze względu na stan zdrowia, z wyuczonego zawodu, i zaczął wraz z bratem pomagać w pracowni krawieckiej ojca. Czas wolny od pracy poświęcał lekturze i samokształceniu. Ojciec Św. Jan Paweł II w książce „Dar i Tajemnica" wspominał: Był on z zawodu urzędnikiem, chociaż wybrał pracę w zakładzie krawieckim swojego ojca. Twierdził, że bardziej mu to ułatwia życie wewnętrzne.

Tyranowski interesował się turystyką, ogrodnictwem, uczył się języków obcych np. bez niczyjej pomocy opanował łacinę. Do 30–tego roku życia nie wyróżniał się spośród swoich rówieśników niczym szczególnym. Żarliwe życie wewnętrzne obudziło w nim kazanie jednego z księży salezjanów z kościoła na krakowskich Dębnikach, gdzie mieszkał wówczas  z rodziną. Od tej chwili codziennie uczestniczył we Mszy św. i przyjmował Komunię św. i przez cztery godziny dziennie oddawał się rozmyślaniom religijnym. W wieku 34 lat złożył ślub czystości, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Jego kierownik duchowy, salezjanin ks. Aleksander Drozd, stwierdził: Na przestrzeni 25 lat mego kapłaństwa nie spotkałem drugiej takiej duszy... Miałem nie mały szkopuł z prowadzeniem takiego alpinisty duchowego, bo on wspinał się na takie ścieżki i szczyty, których moja stopa nie dotknęła. Była to dusza apostolska. Za radą spowiednika nabył podręcznik teologii i dzieła św. Jana od Krzyża, z którymi nie rozstawał się do końca życia.

W czasie II wojny światowej, zwłaszcza po aresztowaniu w maju 1941 r. niemal wszystkich pracujących w parafii na Dębnikach salezjanów, Tyranowski, zwany Apostołem, opiekował się młodzieżowymi męskimi grupami Żywego Różańca. Były okresy, że jego „szkoła” liczyła około stu młodzieńców w wieku 14-25 lat. Po zakończeniu wojny roztoczył swoją opiekę także nad żeńskimi grupami Żywego Różańca. Wszystkich uczył wytrwałej i skutecznej pracy nad sobą. Z młodzieżą spotykał się przy parafii lub w pracowni krawieckiej ojca, w domu przy ul. Różanej 15. Z grup tych wyszło potem aż 11 księży.

Jednym z członków grupy różańcowej, którą opiekował się Tyranowski, był mieszkający wtedy na Dębnikach student Karol Wojtyła. W 1996 r. Ojciec Św. Jan Paweł II tak pisał o jego wpływie na swoje życie: To on nauczył mnie podstawowych metod pracy nad sobą i wprowadził w lekturę dzieł wielkich mistyków: św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Jezusa.

Ks. Mieczysław Maliński, zwerbowany na ulicy przez Tyranowskiego do kółka różańcowego, u niego w domu, poznał Wojtyłę. To pierwsze spotkanie tak opisał w książce „Przewodnik po życiu Karola Wojtyły”: Wchodził chłopiec o wiele, jak sądziłem, starszy ode mnie - potem się okazało, że o niecałe cztery lata - o wysokim już czole, z niezbyt bujną czupryną, w ubraniu robotnika, z torbą na ramieniu. Znowu mi się coś przypomniało. Ja go chyba widywałem wśród chłopców uczęszczających na ten kurs u księdza Mazerskiego. Ale pan Tyranowski był bez końca przy głosie: <To pan Karol, który chce być aktorem, a to pan Mieczysław, który chce budować samochody>. <Wojtyła jestem> - powiedział nieznajomy, wyciągając do mnie rękę. Ja mruknąłem swoje nazwisko obyczajem okupacyjnym, jako że się wtedy nie podawało takich informacji (...). I to było pierwsze spotkanie z Karolem.

Tyranowski, jak wspominają jego wychowankowie, miał aparycję dość odpychającą. Swojemu spowiednikowi sam skarżył się na braki wymowy. Ks. Wojtyła w artykule opublikowanym w 1951 r. w „Tygodniku Powszechnym", wspominał, że co prawda na zebraniu koła wiedzy religijnej przedstawiane zagadnienia ujmował w sposób zbyt dewocyjny i katechizmowy, nic a nic nie oryginalny, to jednak było coś w Janie, że ten człowiek jakby przenosił procesy łaski. Powtarzam: zaskakiwał faktem dokonanym. Spoza wszystkich oporów, zastrzeżeń, uprzedzeń do jego słów, do jego sposobu wyrażania się, czy spisywania pewnych uwag o życiu wewnętrznym, (które w rzeczywistości raczej było przepisywaniem gotowych ustępów z książek duchownych) - wyłaniała się ta jakaś konieczność ulegania jego wewnętrznej prawdzie i naśladowania tego życia, którym on sam żył i którego był apostołem.

Ks. Wojtyła pisał dalej: miłość Tyranowskiego do ludzi zaskakiwała jakąś dziwną swoją bezwzględnością. Często zdawał się jakby pozbawiony wszelkiej czysto ludzkiej tkliwości czy też zrozumienia dla pewnych czysto ludzkich ideałów. (...) Nie przechodziło to nigdy w jakąś złośliwość czy szorstkość, raczej uderzało jako linia jego życia wewnętrznego. I odkrywało się w tym raz jeszcze jego wewnętrzną prawdę: Bóg jest Dobrem niewspółmiernym, jedyną bezwzględną miarą dobra i zła ludzkich losów. Nie należy się zbytnio roztkliwiać nad człowiekiem w porządku dóbr przemijających. Całą miłość należy zwrócić ku zapewnieniu mu Dobra Bożego. Z takich założeń wynikała cała autentyczność apostolskiej działalności Jana.

 

Sługa Boży Jan Tyranowski zmarł na gruźlicę 15.03.1947 r. całując z miłością rany Ukrzyżowanego. Umierał w straszliwych cierpieniach. Przed śmiercią amputowano mu rękę, a trzy dni przed zgonem kompletnie ogłuchł. A jednak wśród tego wszystkiego był ciągle, mimo bólów, pogodny i uśmiechnięty, wręcz promienny– wspominał w 1951 r. ks. Wojtyła.

Jan Tyranowski został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. W 1997 r. kardynał Franciszek Macharski dokonał w Krakowie uroczystego otwarcia jego procesu beatyfikacyjnego. Został on zamknięty w marcu 2000 r., a dokumentację przekazano watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.