KATOLICY.EU

Ingres prymasa Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

 

Biskup Stefan Wyszyński, mianowany 12.11.1948 r. przez Ojca Św. Piusa XII metropolitą gnieźnieńskim i warszawskim, odbył 2.02.1949 r. ingres do katedry w Gnieźnie. Po trzydniowym pobycie w najstarszej polskiej metropolii udał się do Warszawy. Witany entuzjastycznie po drodze przez ludność Niechanowa i Witkowa dotarł pod wieczór do Koła. Tu, po uroczystym powitaniu w farze, został na spoczynek.

Tego samego dnia miał miejsce tajemniczy wypadek. Oto samochód wracający z uroczystości powitania ks. prymasa we wsi Witkowo wpadł na uczernioną linę stalową rozciągniętą pomiędzy drzewami. Najprawdopodobniej był to zamach przygotowany na abpa Wyszyńskiego, który według pogłosek miał z Witkowa pojechać do Wrześni.

6.02.1949 r., po odprawieniu mszy w kolskiej farze i śniadaniu, Prymas Wyszyński wyruszył do Warszawy. Po drodze w: Kłodawie, Krośniewicach, Kutnie, Zdunach, Łowiczu Sochaczewie, Niepokalanowie, Błoniach i Ożarowie miały miejsce postoje, podczas których wielotysięczne tłumy z niesłychanym entuzjazmem witały nowego pasterza.

Za Krośniewicami doszło do incydentu. Oto drogę na Warszawę przegradzała wielka zapora, a dyżurujący przy niej milicjant skierował samochód abpa Wyszyńskiego na objazd bocznymi drogami. Skutek był łatwy do przewidzenia. Powstało opóźnienie, jak później naiwnie tłumaczono, na skutek samowoli władz terenowych.

Pomimo takiej niespodzianki, stracony na objazd czas udało się nadrobić i punktualnie o godz. 16,00 samochód z prymasem Wyszyńskim zatrzymał się przed warszawskim kościołem św. Anny. Tu odbyło się przywitanie z przedstawicielami miejscowej kapituły oraz sędziwym abpem Antonim Szlagowskim oraz biskupami pomocniczymi: Wacławem Majewskim i Zygmutem Choromańskim. Następnie uroczysty pochód ruszył w kierunku katedry. Prymas Wyszyński zanotował w swoim dzienniku: Szliśmy krok za krokiem wśród morza głów ludzkich, tłumów młodzieży i dziatwy. Zwalona kamienica pokryta była ludźmi. Poważnie lękałem się wypadku. Zewsząd podnosiły się okrzyki. Gruzy i zwaliska ożyły, kamienie wołały. Trzeba zachować wiele spokoju, by nie zapomnieć, jak szybko głos przebrzmiewa, a pozostaje trud i mozół, jakże często osamotniony i milczący.

Po dotarciu do wnętrza katedry odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu. Potem bp Choromański powitał abpa Wyszyńskiego, który następnie przyjął hołd Kapituły Metropolitalnej, duchowieństwa i wiernych. W przemówieniu ingresowym Prymas Polski mówił m.in.: Przyjeżdżam do was z sercem dziecięcym, pełnym pokoju. Dlatego wołam: bądźcie jak dzieci! Nie masz we mnie, Drogie Dzieci, uczucia próżności. Bo wszystkich nadziei nie wiążę ze swoją osobą. Wiążę je z waszą wiarą, z waszą uległością i posłuszeństwem Kościołowi katolickiemu. Bo tych wszystkich pochwał, hołdów nie wiążę ze swoimi talentami, uzdolnieniami, ani rzekomymi zasługami. Więżę je z mocą Nieśmiertelnego Króla wieków, którym jest Ojciec nasz – wczora, dziś i jutra, ten sam nieśmiertelny Król i Pan tego narodu, któremu patronuje od tysięcy lat.

Gdy zakończyły się uroczystości w prokatedrze, odbyło się jeszcze krótkie przyjęcie w mieszkaniu ks. Rektora. po czym zmęczony abp Wyszyński mógł wreszcie odpocząć w rezydencji prymasowskiej. Usiadł wtedy przy biurku i zanotował: Od dziś zaczyna się moja droga przez Warszawę. Znam ją dobrze; jestem z nią związany tak blisko, chociaż się nigdy się nią nie entuzjazmowałem. Może najbardziej była im bliska, gdy broczył krwią w Powstaniu, gdy patrzyłem z Izabelina na dymy ofiarne wielkiego ołtarza całopalenia. (...) Dzisiaj muszę pokochać Warszawę i oddać jej swe siły i życie. O wiele to łatwiej dziś niż kiedykolwiek. Oby Bóg – Miłość nadał tej pasterskiej miłości swój oblicze ojcowskie.