KATOLICY.EU

Aresztowanie prymasa Wyszyńskiego

 

W lutym 1953 r. komunistyczne władze wydały dekret o obsadzaniu stanowisk duchownych. Zgodnie z dekretem każdy biskup czy proboszcz mógł być w pod byle pretekstem pozbawiony stanowiska przez władze świeckie. Prymas Polski Stefan kard. Wyszyński, w imieniu polskiego kościoła, powiedział wówczas „non possumus”.   

24.09.1953 r. odbyło się nadzwyczajne posiedzenie rządu, podczas którego podjęto ostateczną decyzję o aresztowaniu kard. Wyszyńskiego. Jednocześnie ustalono, że jeżeli prymas podpisze oświadczenie potępiające niesłusznie aresztowanego bpa Kaczmarka, wówczas nakaz aresztowania zostanie cofnięty.

Tego samego dnia o godzinie 20,00 prymas Wyszyński przyjął Bolesława Piaseckiego. Przywódca PAX-u przedstawił cztery warianty ustępstw ze strony Prymasa, które miały zapobiec jego aresztowaniu. Kard. Wyszyński wszystkie odrzucił, po czym oświadczył: Dla biskupa Katolickiego jest jeszcze piąty wariant. Zdziwiony Piasecki zapytał: „Jaki?”. Prymas odpowiedział krótko Więzienie. Rozmowa dobiegła końca.

25.09.1953 r. przypadała uroczystość bł. Ładysława z Gielniowa, patrona Warszawy. O 7.00 rano ks. Prymas Wyszyński odprawił Mszę. Św. w kaplicy seminaryjnej, po czym spożył śniadanie i uczestniczył w inauguracji roku studiów seminaryjnych. W godzinach popołudniowych przyjął Marię Okońską, której powiedział:

- Gdyby ci mówili, że twój Ojciec zdradził sprawę Bożą, nie wierz!

- Gdyby ci mówili, że twój Ojciec ma nieczyste ręce, nie wierz! (...)

- Twój Ojciec nigdy nie był i nie będzie tchórzem. Wolałby zginąć, niż stchórzyć

- Nie bój się, moje dziecko, bo twój Ojciec niczego się nie boi, tylko Boga.

Tego samego dnia o godzinie 19,00 Prymas Wyszyński wygłosił w kościele św. Anny, ostatnie przed aresztowaniem kazanie. Zakończył je znamiennymi słowami: Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności. Może dlatego kościół ma tylu wrogów, bo chrześcijaństwo będzie zawsze wzywało do oporu, do walki z każdym zakłamaniem i z każdą stabilizacją.

Kiedy po mszy św. grupka studentów i kobiet zatrzymała prymasa Wyszyńskiego, ten zwrócił się do nich z prośbą Mówcie różaniec. Znacie obraz Michała Anioła Sąd Ostateczny? Anioł Boży wyciąga człowieka z przepaści na różańcu. Mówcie za mnie różaniec.

Prymas Wyszyński przed udaniem się na spoczynek modlił się tej wyjątkowej nocy: W Twoje ręce, Panie, oddaję duszę moją. (...) Ofiara, jaką złożyłem, Bogu jako człowiek wolny, nie może być odwołana słowami, jakie mógłbym wygłaszać pod przymusem, niby jakiś lunatyk przed sądem, diabła.

O 22,30 funkcjonariusze MBP zaczęli dobijać się do bramy pałacu prymasowskiego, twierdząc, że mają list od ministra Bidy do bpa Baraniaka. Prymas Wyszyński domyślając się istotnego celu wizyty, ubrał się, zszedł na dół i polecił zapalić wszystkie światła, tak aby Warszawa wiedziała co się dzieje.

Wpuszczeni na dziedziniec funkcjonariusze wyjaśnili, że przyszli w sprawie urzędowej i zdziwili się, że tak długo nikt im nie otwierał. Prymas Wyszyński z godnością oświadczył: Godziny urzędowe u na są za dnia i wtedy bramy i drzwi są otwarte. Teraz nikt u nas nie urzęduje, poczym udał się na poszukiwanie dozorcy. W tym czasie pies „Baca” rzucił się na jednego z tajniaków i zranił go. W tej sytuacji kard. Wyszyński zawrócił i osobiście opatrzył rany jednego ze swoich prześladowców.

Wkrótce funkcjonariusze skończyli komedię i odczytali decyzję rządu stanowiącą podstawę aresztowania. Kard. Wyszyński odmówił podpisania dokumentu, uzasadniając, że decyzja jest bezprawna i szkodliwa dla Polski.  Zgodził się jedynie na sporządzenie adnotacji: „Powyższe przeczytałem. † Stefan Kard. Wyszyński Prymas Polski”.

Następnie odmówił spakowania rzeczy osobistych, a nalegającej na to siostrze Maksalencji powiedział: Siostro, nic nie zabieram. Ubogi przyszedłem do tego domu i ubogi stąd wyjdę. Następnie w obecności ks. biskupa Baraniaka złożył oświadczenie, że całą tą sytuację uznaje za gwałt oraz, że w razie procesu nie chce adwokata, ponieważ będzie bronił się sam. Prowadzenie sekretariatu przekazał bpowi Baraniakowi, po czym ubrał się w mocne, przygotowane od 2 lat na wypadek aresztowania buty, zabrał podane palto, które wcześniej należało do biskupa Michała Kozala, kapelusz, brewiarz i różaniec

Opuszczając siedzibę arcybiskupów warszawskich Prymas Wyszyński jeszcze raz zaprotestował przeciwko gwałtowi, następnie wstąpił do kaplicy, gdzie się modlił w ciszy, po czym został wsadzony do samochodu z zamazanymi błotem szybami. Kilka minut po 24-tej samochód z kard. Wyszyńskim kierowany przez ppłka Demidoka ruszył z ul. Miodowej w kierunku ul. Długiej. Tu otoczyło go 6 innych wozów. Kawalkada skierowała się przez Nowy Dwór, Dobrzyń nad Drwęcą do Grudziądza, skąd po krótkim postoju zawrócono do klasztoru ojców kapucynów w Rywałdzie. Funkcjonariusz MBP por. Opara relacjonował: Po kilkunastu minutach jazdy poczęstowałem Wyszyńskiego papierosem. Odmówił: - dziękuję bardzo, jestem niepalący. Przez cały następny czas nie zamieniliśmy ani słowa. Przez całą drogę Wyszyński nie spał. Kiedy zaczęło się rozwidniać, rozglądał się uważnie po okolicy, a zwłaszcza usiłował odczytywać napisy na tablicach przydrożnych.