KATOLICY.EU

Prymas Wyszyński – zarys duchowości

 

           

            Sługa Boży Stefan kard. Wyszyński Prymas Polski był niewątpliwie jednym z największych Polaków w minionym wieku. To dzięki jego prymasowskiemu posługiwaniu Kościół w Polsce przetrwał okres komunistycznego zniewolenia i dał światu Ojca św. Jana Pawła II. Chciałbym jednak w swoi krótkim wystąpieniu skupić się nie tyle na wielkich czynach Prymasa Tysiąclecia, ile spróbować ukazać państwu niezwykłość jego osoby.

Zawierzenie Matce Bożej

Charakterystycznym rysem duchowości Prymasa Wyszyńskiego była głęboka miłość do Matki Najświętszej. Zawsze w najtrudniejszych momentach życia zwracał się Matki Zbawiciela. Tak było po święceniach kapłańskich, które schorowany Wyszyński przyjął w 3.08.1924 r. udał się na Jasną Górę, gdzie w kaplicy cudownego Obrazu odprawił prymicyjną Mszę św. Po latach tłumaczył: „Pojechałem z prymicją na Jasną Górę, aby mieć matkę, aby stanęła przy mnie w każdej mojej Mszy Św. jak stała przy Chrystusie na Kalwarii.” Mówił to człowiek, którego ziemska Matka zmarła gdy miał zaledwie 9 lat.

Kiedy we wrześniu 1953 r. został aresztowany przez komunistów i po krótkim pobycie w Rywałdzie trafił do Stoczka, złożył 8.12.1953 r. w święto Niepokalanego Poczęcia NMP AKT OSOBISTEGO ODDANIA SIĘ MATCE NAJŚWIĘTSZEJ. Mówił w nim m.in.:

„... Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowicie i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności....”

Pokora

            Prymas Wyszyński był człowiekiem głębokiej pokory. Bezgranicznie ufającym Bogu. Ujawniło się to z całą mocą w momencie poprzedzającym aresztowanie.

Kiedy 24.09.1953 r. komunistyczny rząd przyjął uchwałę o aresztowaniu Prymasa Polski, wysłano do Prymasa Wyszyńskiego Bolesława Piaseckiego, przywódcę PAX-u, który przedstawił cztery warianty ustępstw ze strony Prymasa, które miały zapobiec jego aresztowaniu. Kard. Wyszyński wszystkie odrzucił o czym oświadczył: „Dla biskupa Katolickiego jest jeszcze piąty wariant. Zdziwiony Piasecki zapytał „Jaki?”. Prymas odpowiedział krótko „Więzienie”. Następnego dnia 15.09.1953 r., prymas wiedział, że chwila aresztowania jest już blisko. Szykując się na spoczynek w wieczornej modlitwie modlił się m.in. tymi słowami: 

W Twoje ręce, Panie, oddaję duszę moją. Może się zdarzyć dzisiaj, że zostanie zamknięty jakiś chrześcijanin, ksiądz, jeden z tych, którego nazywa się „księciem Kościoła". Może się zdarzyć, że zastosują wobec niego najbardziej wyszukane tortury, aby zniszczyć jego organizm fizjologiczny w taki sposób, że podpisze wszystko, co mu się przedłoży, że wyprze się publicznie tego, co dotychczas stanowiło jedyną Boską rację jego życia. (...)

Ofiara, jaką złożyłem, Bogu jako człowiek wolny, nie może być odwołana słowami, jakie mógłbym wygłaszać pod przymusem, niby jakiś lunatyk przed sądem, diabła”.

W słowach tych widać głęboką pokorę człowieka, który nie wie co go czeka, który zdaje sobie sprawę, że mogą go spotkać cierpienia ponad ludzką wytrzymałość. A mimo to powtarza za Zbawicielem: „Nie moja, lecz twoja wola niech się stanie” ( Łk. 22.42 )

I druga sytuacja. Obchody milenium chrztu Polski wiosną 1966 r. w Poznaniu. Władysław Gomułka podczas wiecu na Placu Mickiewicza zorganizowanym w tym samym czasie co uroczystości kościelne nazywa Prymasa Wyszyńskiego: „ograniczonym i wyzbytym narodowego poczucia państwowości”, „zaślepionym” i „nieodpowiedzialnym pasterzem”.

            Tego samego dnia w swoim Dzienniku Prymas Wyszyński notuje: „Kazanie głosiłem już po zakończeniu mowy Wł. Gomułki, który zmieszał mnie z błotem i sięgnął do mojej „głowy". Na szczęście nic o tym nie wiedziałem. Ale gdybym nawet i wiedział, nie broniłbym się. (...) W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się na balkonie, by pobłogosławić wielkie tłumy ludzi, które okrzykiwały swoich biskupów. Entuzjazm niebywały, (...) — Lud wyraźnie objawiał swoje oddanie biskupom, by odpowiedzieć na twierdzenie p. Gomułki, żeza takimi pasterzami naród nie pójdzie". Moje uczucia zbieram w jednej myśli: „Jeśli narzędzie, przez które Bóg działa, jest tak liche, jak ja, tym większa jest chwała Boża".

 

Miłość nieprzyjaciół

            Prymas Wyszyński pomimo szykan i prześladowań, obelg i kalumnii, których był ofiarą, nigdy nie dał się opanować nienawiści. Co więcej z ewangeliczną dobrocią odnosił się do swoich prześladowców.

Na wieść o śmierci prezydenta Bieruta, uwięziony na mocy jego decyzji w Komańczy ,Prymas Wyszyński zanotował w zapiskach więziennych: „Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. (...) i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy o nim zapomną rychło, może się go wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”.

Drugi przykład. Kiedy w wiosną 1968 r. komunistyczna ekipa Władysława Gomułki rozpętała w Polsce antysemicką kampanię w wyniku której tysiące polskich. Żydów zmuszono do opuszczenia Polski, Prymas Wyszyński apelował w wielki czwartek 1968 r.: „Gdybym zdołał to uczynić, jak pragnę tego sercem, to upadłbym w tej chwili na kolana przed wszystkimi znieważonymi w naszej ojczyźnie i prosiłbym: bracie, odpuść! Odpuść, bo nie wiedzą co czynią! Bo jeszcze nie rozumieją prawa miłości. (...) Ale gdy klękam duchem przed wszystkimi znieważonymi i proszę, aby ratowali swą miłość, która jest ratowaniem własnego człowieczeństwa, klękam i przed tymi, którzy znieważają słowem i czynem. Tym bardziej mówię do nich: przyjacielu! przyjacielu! — jak mówił Chrystus do ucznia, który Go całował. Przyjacielu, co czynisz? I ciebie też przepraszam, że znieważyłeś swoje człowieczeństwo kłamstwem i dopuszczoną do serca nienawiścią. I ciebie przepraszam. To może ja jestem winien, biskup Warszawy, bo niedostatecznie mówiłem o obowiązku miłości, miłowaniu — i to wszystkich, bez względu na poglądy i przekonania. Nie tą drogą! Nie drogą nienawiści dojdziemy wszyscy do porozumienia wzajemnego i uratowania wysokiej kultury chrześcijańskiego narodu. Kulturę naszą obronimy tylko przez prawo miłości!

Cóż mam uczynić? Tak bardzo pragnę zniżyć się do nóg wszystkich: znieważonych i znieważających, i powiedzieć: przykazanie NOWE ogłaszam wam, abyście się społecznie miłowali. Dlatego teraz, w imię Boga-Człowieka, który jest Królem Miłości — idę całować nogi wasze”.

            Takim był Prymas Wyszyński, rozmodlonym biskupem, gorącym patriotą, wymagającym ojcem a może przede wszystkim po prostu dobrym człowiekiem.

            Pozwólcie państwo, że zakończę swoją wypowiedź jeszcze jednym cytatem Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego. Chociaż słowa te zostały wypowiedziane 20 lat temu, pasują jak ulał do rzeczywistości dzisiejszej Polski:

„Nie trzeba się oglądać na innych, na tych lub owych, może na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. Każdy musi zacząć od siebie, abyśmy prawdziwie się odmienili. A wtedy, gdy wszyscy będziemy się odradzać, i politycy będą musieli się odmienić, czy będą chcieli czy nie. Nie idzie bowiem w tej chwili w ojczyźnie naszej tylko o zmianę instytucji społecznej, nie idzie też o wymianę ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie się człowieka. Idzie o to, aby człowiek był nowy, aby nastało „nowych ludzi plemię". Bo jeżeli człowiek się nie odmieni, to najbardziej zasobny ustrój, najbardziej bogate państwo nie ostoi się, będzie rozkradzione i zginie. Cóż bowiem z tego — powiem może trywialnie — że krążąca butelka spirytusu przejdzie z rąk jednych pijaków do rąk innych pijaków! Powiem jeszcze bardziej drastycznie: że klucz od kasy państwowej przejdzie z rąk jednych złodziei w ręce drugich złodziei?! Przecież chyba nie o to idzie, żeby wszyscy złodzieje mieli dostęp do kasy i wszyscy pijacy do wódki, tylko żeby sumienie wszystkich się obudziło, żebyśmy zrozumieli naszą odpowiedzialność za naród, który Bóg wskrzesza.”

I takiej przemiany naszych sumień życzę Państwu i sobie.