KATOLICY.EU

Zgon Stefana kardynała Wyszyńskiego Prymasa Polski

 

Choroba nowotworowa, na którą cierpiał prymas Wyszyński ujawniła się z całym dramatyzmem w połowie marca 1981 r. Jej stały postęp spowodował ogłoszenie przez Sekretariat Prymasa 15 kwietnia komunikatu, w którym informowano o chorobie przewodu pokarmowego kardynała Wyszyńskiego i wzywano do modlitw w jego intencji. Miliony wiernych  zjednoczyło się w modlitwie o zdrowie ukochanego pasterza. Szybki postęp choroby uniemożliwił kard. Wyszyńskiemu planowany udział w uroczystościach ku czci św. Wojciecha 23 kwietnia w Gnieźnie i NMP Królowej Polski 3 maja na Jasnej Górze. 

13 maja całym światem wstrząsnęła wiadomość o zamachu na życie Ojca Św. Jana Pawła II. Reakcja Prymasa Wyszyńskiego była natychmiastowa. W nagranym wystąpieniu, mówił z łoża boleści: „Dzisiaj pozostaje nam tylko jedno, wszystkie nasze osobiste cierpienia, udręki, starajmy się dołączyć  do tych wielkich udręk świata. Na pewno Ojciec Święty też tak to przeżywa, ażeby osobiste udręki składać w dłonie Matki Kościoła, której zawierzył na Jasnej Górze. To jest jego najważniejsze dzieło. W porównaniu z tym wielkim dziełem nasze osobiste cierpienia stają się maluczkie i dlatego, najmilsi i ja, dotknięty obecnie w moich najrozmaitszych dolegliwościach fizycznych, muszę je uważać za skromne i małe w porównaniu z tym co dotknęło Głowę Kościoła[1].”

Następnego dnia ukazał się kolejny komunikat o stanie zdrowia kard. Wyszyńskiego. Podpisane przez wybitnych lekarzy oświadczenie kończyło się dramatycznie: „choroba – mimo leczenia – ma przebieg postępujący. Stan chorego Księdza Kardynała Prymasa jest poważny[2]”.

Stan zdrowia kardynała Wyszyńskiego ulegał stałemu pogorszeniu, pomimo to na jego osobiste życzenie, był nadal leczony w domu, przez zespół specjalistów. 16 maja Prymas Polski przyjął w uroczystej formie sakrament chorych. Namaszczenia dokonał osobisty spowiednik ks. Edmund Boniewicz, w obecności współpracowników i domowników. Po przyjęciu sakramentu, Prymas Tysiąclecia przemówił do zebranych. Najpierw złożył publiczne wyznanie wiary, potem powierzył kościół szczególnej opiece Matce Boskiej Częstochowskiej, na zakończenie podziękował obecnym za długoletnią współpracę i udzielił swego błogosławieństwa. 

22 maja 1981 r. prymas Wyszyński otworzył obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Pożegnał się z obecnymi biskupami, dziękując im za dotychczasową współpracę. Odniósł się również do przyszłości kościoła w Polsce mówiąc: „żadnego programu nie zostawiam, dlatego, że mój następca nie może być skrępowany żadnym programem. (...) Największą naszą wartością jest wiara naszego ludu, jego przywiązanie do Kościoła, jego więź Kościołem w Chrystusie i jego Matce, w waszej wierze, w waszej gorącej miłości i w waszej niezwykłej apostolskiej gorliwości. Niczego więcej nie oczekuje. Kościół musi zostać tutaj, gdzie bez jakiejś emfazy jest przedmurzem chrześcijaństwa. Kościół stąd pójdzie na Wschód[3].” Ostatnie słowa okazały się na naszych oczach prorocze. Kończąc swoje wystąpienie kard. Wyszyński mówił z przejmującą pokorą: „Bóg zapłać, żeście chcieli przyjść, i żeście chcieli być świadkami mojej nieudolności. Jest ona potrzebna, ta świadomość, żeby było wiadomym, że w Polsce rządzi tylko Bóg, a nie człowiek. Dlatego człowiek, któremu się wydawało, że coś zrobił, musi odejść, żeby ludzie wiedzieli, że w Polsce tylko sam Bóg – quis ut Deus. On dalej jest mocny w Polsce, ludzie są słabi. Takie są dzieje i myśli Boże. W Polsce nie ma wielkich ludzi, wszyscy są na służbie, wszyscy są na kolanach przed najmniejszym dzieciątkiem, ochrzczonym przez kościół w Polsce. Kochacie ich. Bóg wam zapałać![4]

Ostatnim pragnieniem umierającego prymasa Wyszyńskiego była rozmowa z następcą św. Piotra. 24 maja Ojciec Święty Jan Paweł II, którego stan zdrowia ulegał systematycznej poprawie, zatelefonował z kliniki Gemelli do Prymasa. Rozmowa nie doszła do skutku, bo przewód telefoniczny nie sięgnął łóżka kardynała. Defekt usunięto i następnego dnia doszło do ostatniej rozmowy dwóch największych Polaków XX wieku. 26 maja stan zdrowia prymasa uległ nagłemu pogorszeniu, rozpoczęła się agonia.

28 maja 1981 r. o godz. 4,40 w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego odszedł do Boga Stefan Kardynał Wyszyński. Komunikat lekarski głosił, że przyczyną zgonu „był rozsiany proces nowotworowy jamy brzusznej o wybitnej złośliwości i szybkim postępie[5]”.

Z testamentu Prymasa Polski:

„Kościołowi w Polsce służyłem według najlepszego mojego zrozumienia Jego sytuacji i potrzeb. Chciałem obronić Kościół przed zaprogramowaną ateizacją i przed „fałszywymi braćmi”, którzy na własną rękę uprawiali nieuczciwą politykę kościelną w dziedzinie państwowej, przed nienawiścią społeczną doktrynalnie zachwalaną, przed rozwiązłością, której odgórnie patronowano. Uważam sobie za łaskę, że mogłem z pomocą Episkopatu Polski – przygotować Naród przez Wielką Nowennę, Śluby Jasnogórskie, Akt Oddania Narodu Bogurodzicy w macierzyńską niewolę Miłości i Społeczną Krucjatę Miłości – na nowe Milenium. Gorąco pragnę, by Naród Polski pozostał wierny tym zobowiązaniom

W stosunku do mojej Ojczyzny zachowując pełną cześć i miłość. Uważałem sobie za obowiązek bronić jej kultury chrześcijańskiej przed złudzeniami internacjonalizmu, jej zdrowia moralnego i całości granic, na ile to leżało w mojej mocy. (...)

Korząc się u stóp Świętej Bożej wspomożycieli mojej, Bogurodzicy, Dziewicy, Pani Jasnogórskiej, której służyłem jako Niewolnik oddany Jej w więzieniu w Stoczku Warmińskim, dnia 8 grudnia 1953 roku, najkorniej proszę, Ucieczkę Grzeszników, aby była mi Orędowniczką przed Tronem Trójcy Świętej. Amen. Alleluja.”

Andrzej Micewski, kończy swoją biografię Prymasa Polski:

„Doprawdy nie sposób powiedzieć na koniec krótko, kim był Stefan Wyszyński. Naturalnie Prymasem i mężem stanu, pasterzem i dobrym człowiekiem, księciem kościoła i przywódcą narodu, obrońcą człowieka, strażnikiem prawa i moralności. Ale to nie wszystko. Jego wielkość polegała w specyficznych warunkach polskich na tym, że nie tworząc nowej doktryny ani ideologii splótł tradycje narodu i chrześcijański system wartości. Zbudował w ten sposób bastion nie do obalenia. Z jego imieniem na wieki Będzie się wiązał fakt, że Polska pozostała niezwyciężona. Kardynał ustrzegł jej duchową, narodową i europejską tożsamość”.



[1] A. Micewski, Kardynał Wyszyński, prymas i mąż stanu, Paris 1982, t. II, s. 208.

[2] j.w.

[3] S. Wyszyński, Nauczanie społeczne 1946-1981, Warszawa 1990, s. 1046.

[4] S. Wyszyżski, dz. cyt. s. 1048.

[5] A. Micewski, dz. cyt. s. 211.