KATOLICY.EU

Prymas Wyszyński w 100-lecie Powstania Styczniowego – cz. 1.

 

Wstęp

Tematem mojego wykładu będzie próba analizy jednego, ale bardzo ważnego kazania Prymas Polski Stefana kard. Wyszyńskiego. Najpierw spróbuję przedstawić kontekst historyczny jego wygłoszenia, następnie przejdę do samego tekstu. Postaramy się przedstawić na jego podstawie koncepcję narodu ks. Prymasa Wyszyńskiego, aby potem ukazać Jego ocenę Powstania Styczniowego oraz stosunek do ówczesnej rzeczywistości PRL-u.

 

Kontekst historyczny

W potocznym przekazie historii, tym który jest kształtowany przez środki masowego przekazu czy w dużej mierze szkolę, okres między 1956 r. a 1968 r.. stanowi swoistą czarną dziurę. Istnieje w świadomości poznański czerwiec czy Polski październik, co roku celebrujemy kolejne rocznice marca, natomiast wiedza o tym co się dzieło pomiędzy tymi wydarzeniami jest znikoma. Kto dziś pamięta chociażby o konfrontacji władzy ze społeczeństwem przy okazji obchodów milenium chrztu Polski? A przecież pod względem ilości uczestników był to największy protest po1956 r. przed sierpniem 1980 r.

Jaka była sytuacja w 1963 r. bo to wtedy ks. prymas Wyszyński wygłosił kazanie, które będzie przedmiotem moich rozważań.

Polską rządził od 1956 r. Władysław Gomułka, nadzieje, które towarzyszyły jego powrotowi do władzy w 1956 r. dawno już zostały rozwiane. Po polskim październiku nie było już śladu. Za symboliczny moment jego końca zauważa się zamknięcie w 1957 r. pisma „Po prostu”, które stało się symbolem popaździernikowej odwilży.

Gomułka powrócił do polityki represji i szykan w stosunku do kościoła katolickiego. Jej przejawami były chociażby: rewizja na Jasnej Górze 1958 r., konflikt wokół budowy kościoła w Nowej Hucie w 1960 r. czy  usunięcie religii ze szkół na początku lat 60-tych, Kulminacja konfliktu z kościołem nastąpi 3 lata później, w czasie wspomnianych już uroczystości milenijnych.

Polska Gomułki jest Polską szarą i wasalną w stosunku do ZSRR, jest krajem prześladowania katolików i wszechogarniającej cenzury. A jednak dla wielu ludzi, którzy przeżyli stalinowski koszmar warunki życia w ówczesnej Polsce wydawały się całkiem znośne. Skończyły się wszak masowe represje, tortury, wyroki śmierci, indoktrynacja komunistyczna uległa złagodzeniu, pętające więzy socrealizmu uległy zerwaniu.

Wielu ludzi zaczęło uznawać PRL za stałego niezmiennego i zajęło się budową swojej małej stabilizacji. Wszak nie wybuchła oczekiwana przez wielu 3 wojna światowa, nie wrócił do kraju gen. Anders, system komunistyczny rozszerzył się na Kubę, a stosunki między zachodem a ZSRR mimo często ostrych konfliktów jak kryzys berliński, związany z budową muru berlińskiego w 1961 czy kryzys kubański, związany z próbą instalacji rakiet w 1962 ulegały normalizacji.

W kulturze dużą rolę ogrywa walka z tzw. bohaterszczyzną, walka z mitami romantycznymi. Podam dwa przykłady z filmu, bo ten gatunek ma dzisiaj kluczowe znaczenie w kształtowaniu  świadomości społecznej. Oto końcowa scena filmu „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, postrzelony Maciek Chełmicki, żołnierz AK i antykomunistycznego podziemia biegnie potyka się wśród gruzów,  nieczystości, upada i umiera na śmietniku historii. Druga Scena tym razem z filmu „Lotna” Andrzeja Wajdy, oto polski ułan na koniu uderza szablą w pancerz niemieckiego czołgu. Scena absolutnie nie prawdziwa. W toku całej kampanii wrześniowej ani razu taki fakt nie miał miejsce. A jednak wymowa tej sceny myślę nie wymaga komentarza. Ten nastrój rezygnacji z marzeń o niepodległości, niechęci do postaw romantycznych dobrze oddaje Zbigniew Herbert w wierszu „Prolog”

 Wiersz zaczyna się od wyznania:

„Komu ja gram? Zamkniętym oknom

klamkom błyszczącym arogancko”

 Potem następuje wspomnienie Powstania warszawskiego i jego ofiar, a następnie podmiot liryczny jest kuszony przez Chór:

„Wyrzuć pamiątki, Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp.”

I wielu uległo tym kuszeniom..

 

Zorganizowana opozycja właściwie nie istniała. Były pojedyncze osoby czy środowiska jednak ich zasięg oddziaływania był niewielki.

Jedynymi masowymi przejawem niezależności społeczeństwa był masowy udział w praktykach religijnych i słuchanie rozgłośni zachodnich, przede wszystkim Wolnej Europy.

Jedynym poza kościołem liczącym się środowiskiem niezależnym od władz było środowisko Tygodnika Powszechnego. Po przejęciu tygodnika przez PAX w 1953 r. wznowiono jego wydawanie pod red. Jerzego Turowicza w 1956 r. ale w zmienionej formule. Pismo przestało być organem kurii krakowskiej. Kontrakt zawarty przez to środowisko w 1956 r. obejmował nie tylko zgodę na wydawanie pisma, ale również powstanie koła Znak w Sejmie. Stosunki między prymasem Wyszyńskim a środowiskiem Tygodnika Powszechnego układały się różnie, przeważnie były dość chłodnie. Spór między prymasem Wyszyńskim, a dominującym nurtem tygodnika dotyczył w tym okresie 3 spraw:

1.      Udziału posłów Znak w pracach Sejmu, co zdaniem prymasa, tylko niepotrzebnie uwiarygodniało komunistów, a nie przynosiło żadnych widocznych efektów.

2.      Wizji kościoła. Tygodnik zafascynowany personalizmem francuskim chciał przebudowy kościoła w Polsce w kierunku jego pogłębienia intelektualnego, krytycznie odnosząc się do tzw. pobożności ludowej. Prymas Wyszyński uważał, że kościół może przetrwać prześladowania, tylko wtedy gdy będzie masowy i będzie miał silne oparcie w ludzie, stąd organizowanie masowych uroczystości religijnych jak chociażby peregrynacja kopii obrazu Marki Boskiej Częstochowskiej po kraju.

3.      Stosunku do tradycji narodowej. Tygodnik reprezentował dość krytyczny stosunek do polskiej przeszłości, będąc szczególnie wyczulonym na wszystko co kojarzyło się z nacjonalizmem. Prymas Wyszyński dostrzegał w przeszłości raczej chwile wielkie i często traktował ją jako źródło inspiracji.

 

Tak mniej więcej wyglądała Polska w 1963 r. I oto w 3 nr Tygodnika Powszechnego ukazał się artykuł Stanisława Stommy p.t. „Z kurzem krwi bratniej”

Można było w nim przeczytać m.in.:

„Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że nasze walki narodowe i czyny zbrojne zwracały się z reguły przeciw Rosji. (...) Na tą okoliczność zwracam uwagę wielbicieli powstań, bo ma ona duży znaczenie dla wytłumaczenia ich przedziwnej genezy. (...) Uparcie antyrosyjski kierunek jest tym dziwniejszy, że właśnie fakty historyczne powinny skłaniać do traktowania Rosji jako zaborcy najmniej wrogiego”. W dalszej części artykułu Stomma podjął polemikę z wybitnym znawcą Powstania Styczniowego Stefanem Kieniewiczem, autorem monumentalnej monografii „Powstanie styczniowe” wydanej w 1972 r. Krytykując tezy zawarte w książce Kieniewicza „Między Ugodą a rewolucją” pisał: „Są u p. Kieniewicza słowa magiczne i demoniczne. Jedno to lud lub wola ludu – drugie to potworne słowo ugoda. Wszystko, co się działo na ulicach Warszawy od 1861 do 1863, prof. Kieniewicz uważa za wolę Ludu i nawet nie analizując wypadków, bo w założeniu wola ludu jest uznana za kwintesencję mądrości, za mądrość nieomylną. Prof. Kieniewicz nie dopuszcza myśli, że przecież na ulicę wychodzić mogą różne elementy. że rozruchy mogą być wywołane przez ludzi nieobliczalnych, elementy anarchiczne”. Artykuł był jedną wielką krytyką powstania jako przejawu kompleksu antyrosyjskiego.

27.01.1963 r. prymas Wyszyński  wygłosił bardzo ważne kazanie, które zatytułował tak samo jak Stanisław Stomma swój artykuł. Ale homilia Prymasa tysiąclecia nie była tylko polemiką ze Stanisławem Stommą. Musimy pamiętać, że w państwach totalitarnych, gdzie panuje cenzura tematy historyczne służą często za parawan do dyskusji na temat współczesności. Kazanie Wyszyńskiego było prawdziwym wykładem Jego koncepcji narodu, z odniesieniami zarówno do Powstania styczniowego jak i ówczesnej Polski. Pozwolicie państwo, że po tym wprowadzeniu przejdę do analizy samego tekstu, którego fragmenty możecie państwo znaleźć na ostatniej stronie biuletynu.

Ciąg dalszy