KATOLICY.EU

Krzyże żadne nie krwawią, gdy jest świętość i spokój,

gdy z wygnańcem po cichu drży Polska 

ks. Jan Twardowski

Więzienne Święta Zmartwychwstania Pańskiego Prymasa Wyszyńskiego

 

Święta Wielkanocne, to najważniejsze święta w życiu każdego chrześcijanina. To wówczas ponownie uzmysławiamy sobie najważniejsze prawdy naszej religii. W życiu każdego kapłana to czas wędrówki do źródła własnego powołania i odnowienia wszystkiego w Chrystusie. Dla uwięzionego przez komunistów 25.09.1953 r. Prymasa Polski Stefana kard. Wyszyńskiego kolejne święta wielkanocne były szczególnie ważnym przeżyciem duchowym. Przypatrzmy się temu dokładniej.

Stoczek Warmiński

Pierwsze więzienne Święta Zmartwychwstania Pańskiego spędził prymas Wyszyński w Stoczku Warmińskim, do którego został przywieziony 12.10.1953 r. z klasztoru w Rywałdzie Szlacheckim – pierwszego miejsca swojego uwięzienia. Według relacji Józefa Światły, pusty klasztor zamieniono w naszpikowane aparaturą podsłuchową więzienie. Każde drzwi były połączone z systemem alarmowym, na podłodze i na połowie wysokości ścian zainstalowano mikrofony podsłuchowe, tak, aby śledzić każdy krok i słyszeć nawet szept Prymasa. Obok przebywających w klasztorze ub-owców dowodzący strażą płk UB Czarnota miał do dyspozycji oddział 60 żołnierzy KBW.

Warunki bytowe były tragiczne. Grube na 1,5 m. mury wionęły chłodem, system grzewczy nie działał, zrujnowane piece nie były wstanie ogrzać pomieszczeń. Na ścianach cieknąca woda zamieniała się często w skorupę lodu. W łazience zardzewiała wanna nie nadawała się do użytku, z kranu ciekła lodowata woda. Stary motor ciągnący wodę psuł się, co jakiś czas, a wtedy więźniowie musieli przynosić ją w wiadrze z dołu. Ciepła woda w niewielkich ilościach była tylko w niedzielę.

Towarzyszami więziennej niedoli prymasa Wyszyńskiego byli ks. Stanisław Skorodecki, przywieziony z więzienia w Rawiczu, skazany na 10 lat więzienia za swoją posługę duszpasterską wśród młodzieży oraz siostra Maria Leonia Graczyk, przywieziona z Grudziądza zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, skazana na 7 lat więzienia.

W Wielki Wtorek i Środę (13-14.04.1954) prymas Wyszyński, wspólnie z towarzyszami niedoli odprawił rekolekcje wielkopostne w oparciu o dzieło Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. W swoim dzienniku zanotował: „Myślą przewodnią była ascetyka więzienia jako nadzwyczajnego środka stosowanego przez Opatrzność do uświęcania ludzi od początków chrześcijaństwa”. Chrześcijanie zaczęli <karierę> więźniów bardzo wcześnie, bo od czasów pierwszych kazań świętego Piotra Apostoła w Jerozolimie”.

W Wielki Czwartek (15.04.1954) w więziennej kaplicy Prymas Wyszyński po raz pierwszy od czasu uwięzienia odprawił śpiewaną Mszę św. Duchem był wówczas z kapłanami i wiernymi zgromadzonymi w warszawskiej archikatedrze. Miłym wydarzeniem tego dnia była paczka z książkami przysłanymi z domu oraz zimową częścią brewiarza. W swoich zapiskach zanotował tego dnia medytację, do której punktem wyjścia była biblijna historia Hioba. Zakończył ja następująco: „To pewne, że w każdym doświadczeniu, które spotyka człowieka, jest cały splot przyczyn. Bóg oczyszcza swego sługę, zaprasza go, by posiadł się wyżej; czyni zeń narzędzie ostrzeżenia dla innych; wymierza sprawiedliwość prześladowcom; ukazuje wierność sługi swego Bogu, nawet w przeciwnościach; pomnaża chwały Kościołowi, pomnaża swoje błogosławieństwa. Tylko Bóg może załatwić wiele spraw w jednym akcie cierpienia. To, co w oczach ludzkich jest tylko winą, w oczach Bożych jest chwałą. Tylko Bóg w swej dobroci zdoła tak wymierzyć swoją karę, by dotknięty pozyskał chwałę <coram hominibus>. Wielkość miłosierdzia jest nieograniczona”.

Wielki Piątek (16.04.1954) upłynął metropolicie warszawskiemu na modlitwie w kaplicy. W Wielką Sobotę (17.04.1954) dzień rozpoczął poranną Mszą świętą. O godzinie 18,00 wręczono mu dwie paczki nadesłane Pałacu Prymasowskiego przy ul. Miodowej oraz ocenzurowany list od ojca. Na pytanie, co to ma znaczyć usłyszał odpowiedź: „Wycięte nie jest dozwolone wiedzieć”. Przy tej okazji otrzymał część leków skonfiskowanych wcześnie, wśród których były m.in. jodyna, aspiryna, penicylina. W swoich zapiskach skomentował tą sytuację: „Nie raz już odczuwaliśmy wielki brak tych prostych środków lekarskich. (...) trudno było uprosić kroplę jodyny; trwało to zazwyczaj całe dni, zanim nam dostarczono, jaki proszek od bólu głowy. Pomimo to, choć znali swoją niezaradność, nie pozwolili na posiadanie tej odrobiny środków. Widocznie chcieli mieć kontrolę nad każdą, najdrobniejszą dolegliwością”.

Jak upłynęła wielkanocna niedziela (18.04.1954) możemy się tylko domyślać. W prowadzonym przez Prymasa dzienniku brak tego dnia jakiejkolwiek zapiski. Z pewnością po uroczystej liturgii było wielkanocne śniadanie, podczas którego delektowano się zawartością otrzymanej dzień wcześniej paczki. Ze sporządzonego przez Dyrektora Departamentu XI Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wykazu, możemy wnioskować, iż więźniowie jedli m.in. szynkę, suchą kiełbasę oraz wielkanocne babki, mazurki.

Wielkanocny poniedziałek (19.04.1954) po Mszy św. i obiedzie, prymas Wyszyński wyruszył na spacer wspólnie z księdzem Skorodeckim. Jego owocem była „kalwaria”, czyli postawiony na końcu alei grabowej krzyż zrobiony z dwóch kijów przewiązanych drutem kolczastym. Miejsce to było odtąd częstym celem spacerów i modlitwy. Przerażony bałaganem panującym w ogrodzie i nieróbstwem strażników, zanotował w dzienniku: „Patrząc na nich, można było przesądzać o przyszłości ustroju; jeżeli wśród tej <reprezentacyjnej ekipy> do zadań specjalnych znalazło się tylu leniów i nierobów, to jakże muszą wyglądać inni ludzie? To są przecież poszukiwacze łatwych dróg i wygodnego życia. Któż z nich zna dobrze doktrynę marksizmu? A kto w nią wierzy? Bodaj czy nie ja jeden w tym domu przestudiowałem <Kapitał> trzy razy, zaczynając jeszcze w seminarium! A przecież bez wiedzy i wiary trudno przebudować ustrój. Co więcej, kościół wymaga od nas miłości dzieła, któremu się służy! Czy można tu pomyśle nawet o jakiejś miłości dzieła, któremu się służy z rozkazu, powłócząc nogami? Wszyscy nasi dozorcy, chociaż są oficerami, chodzą po korytarzu włócząc nogami. W języku, którym się posługują, zwłaszcza młodzi, najczęstszym słowem jest <Cholera>”.

 

 

Prudnik

Kolejną więzienną Wielkanoc przeżył Prymas Wyszyński, w tym samym gronie, w opuszczonym klasztorze franciszkanów k. Prudnika Śląskiego, dokąd cała trójka została przewieziona samolotem 6.10.1954 r. Warunki pobytu były tu lepsze niż w Stoczku. Do dyspozycji ks. Prymasa były 2 pokoje: jeden przeznaczony na sypialnię, drugi na pracownię. Wyposażenie sypialni to łóżko zbite z surowych desek, stół, dwa krzesła i klęcznik. W pracowni był stół, szafa i dwa krzesła. Więźniowie mieli do dyspozycji kaplicę i zarośnięty chwastami ogród. W budynku zainstalowano sprawne pompy głębinowe i kaloryfery.

            Przez cały Wielki Post, jaki pisze s. Graczyk, Prymas Wyszyński „jadł masło tylko w niedzielę”. Przez trzy dni poprzedzające triduum paschalne doprawił w kaplicy więziennej rekolekcje wielkopostne dla siebie i swoich towarzyszy niedoli. O ich przebiegu pisał: „Trzeba tak ustawiać tematy, by uniknąć wrażenia mówienia <ad personam>, chociaż rekolekcje pozbawione osobistego kontaktu nie mają większego znaczenia. Moi słuchacze byli bardzo cierpliwi i wyrozumiali”.

W Wielki Czwartek (7.04.1955) odprawił poranną Mszę św. W swoim dzienniku zapisał: „Jak wielką męką dla biskupa jest być z dala od swoich kapłanów, od swej katedry i diecezji. Żaden z tych dni niewoli nie udręczy tak, jak ten dzień. Jak wielkiego wysiłku pokory i uległości potrzeba, by przeżyć ten dzień w duchu, jakiego Ojciec ode mnie ma prawo oczekiwać”.

W Wielki Piątek (8.04.1955) rankiem odprawił ciemną jutrznię. W ciągu dnia razem ze swoimi towarzyszami niedoli uczestniczył w drodze krzyżowej. W swoich zapiskach zanotował: „Bóg ma prawo zażądać od najwyższego Kapłana całkowitej ze siebie ofiary za lud, nawet ofiary z życia. Stało się to na Kalwarii, podczas pierwszej Ofiary Nowego zakonu. Dziś Chrystus przyzwał na pomoc sobie sługi Ołtarza, których wyposażył we władzę ofiarowania. (...) Własnemu Synowi nie przebaczył i nam ma prawo nie przebaczyć, żądać ofiary z życia, gdy tego potrzeba dla dobra ludzi. Wypadnie nam przyjąć na siebie winy powierzonego nam ludu, wypadnie go osłonić, wypadnie ofiarować za lud wszystko – nawet własne życie”.

W Wielką Sobotę (9.04.1955) odprawił Mszę św., po czym uczestniczył w przyozdabianiu więziennej kaplicy. O godzenie 12,00 otrzymał listy: od ojca, sióstr Stanisławy i Janiny, brata Tadeusza oraz paczkę zawierającą m.in. pisanki, świeże pomidory i wielkanocne ciasto. Szczególnym darem był komunikant przygotowany przez Paulinów z Jasnej Góry, przysłany jako znak duchowej jedności z uwięzionym Prymasem. S. Graczyk relacjonowała: „Prymas bardzo się ucieszył listami. Miał od razu inną twarz. Poprosił Kapelana i mnie byśmy razem rozpakowali. – mamy co święcić! – powiedział. Rzeczywiście ustawiłam wszystko. Zauważyć można było, że poza okazywaną radością kryło się zdenerwowanie. Prymas zachwycony był pisankami. Poznał od razu, że są z Jasnej Góry. – Już wiem, co to znaczy – powiedział, gdy mu kapelan oznajmił, ż jest opłatek. Powiedział mi, stanę go jutro w czasie Komunii św.”.

Niedzielę wielkanocną (10.04.1955) rozpoczął uwięziony Prymas rezurekcją, co prawda bez procesji, ale ze śpiewaną jutrznią i <Te Deum>. Podczas wielkanocnego śniadania, jak pisze s. Graczyk: „Bardzo skromne i niezmienne były nasze życzenia <wolności>”. Radość, więźniów płynąca ze świadomości Zmartwychwstania Chrystusa, wyrażająca się we wspólnym śpiewie i rozmowach, kontrastowała z zachowaniem strażników. Prymas relacjonował: „Ludzie, których pozbawiono radości religijnych, siedzą jak ptaki z podwiązanymi skrzydłami... żal nam tych ludzi. (...) Zatrzymaliśmy się nieco przy stoliku dyżurnego. Zachęcaliśmy go, aby bronił się przed smutkiem, bo nie wypada zwycięzcom, aby mieli takie miny pogrzebowe. Zresztą na świecie wszystko zmartwychwstaje. Trzeba tylko zachować wolę życia. Uśmiechnął się z aptekarską ostrożnością”.

W wielkanocny poniedziałek (11.04.1955) prymas Wyszyński zapisał: „radość to znamienna pieśń czasu Zmartwychwstania. Bo już <wykonało się>. Bo wyrok, który wisiał nad ludźmi, został zniszczony. Bo Chrystus na śmierć skazany, już więcej nie umiera. Bo to, co od założenia świata groziło Synowi Bożemu, Już Mu więcej nie grozi. Bo gniew Ojca nad Synem ustał. Bo straszne wizje męki, które Syn miał przed oczyma, od czasu rajskiej zapowiedzi, już się rozwiały. Bo ciosy i policzki więcej nie spadną na Boga człowieka. Bo to okropieństwo całe już minęło...Alleluja, Alleluja!”.

Komańcza

Ostatnią więzienną Wielkanoc Prymas Wyszyński przeżył w klasztorze s. Nazaretanek w Komańczy, do którego został przywieziony samochodem 29.10.1955 r. Dotychczasowi współwięźniowie ks. Skorodecki i siostra Leonia zostali w Prudniku. Warunki w Komańczy były bez wątpienia najlepsze ze wszystkich miejsc jego niewoli. Zdrowy górski klimat i możliwość obcowanie z czystą beskidzką przyrodą, troskliwa opieka sióstr, łagodniejszy nadzór i możliwość przyjmowania gości sprawiały, że nazwał kiedyś klasztor „Złotą klatką”. Miał do dyspozycji własny, skromnie umeblowany pokój oraz stały dostęp do prasy, z której szczególnie śledził dwa dzienniki „Trybunę Ludu” i pax-owskie „Słowo Powszechne”.

S. Edyta nazaretanka wspominała: — „Gdy wchodziłam do jego pokoju, żeby zanieść mu szklankę mleka lub napalić w piecu, a on akurat coś pisał przy stoliku, zawsze wstawał — mówi — Na kapuścianym liściu potrafił też przynieść kilka upieczonych ziemniaków dla siostry, która usługiwała mu w jadalni. Infirmerce w czasie spaceru zbierał dziurawiec i inne zioła. Siostrom z pralni przesyłał owoce, a chorym słodycze i pozdrowienia. W czasie sianokosów i żniw zachodził do koszących z błogosławieństwem”.

W Komańczy Prymas Tysiąclecia przeżywał po raz trzeci więzienną Wielkanoc. W swoich zapiskach wyjątkowo skąpo informuje o przebiegu tych uroczystości. Tak jak poprzednio w Wielki Czwartek (29.03.1956) wyjątkowo boleśnie odczuł swoje oddalenie od powierzonej sobie owczarni. Swoją medytację zapisaną tego dnia zakończył następująco: „Nie lituj się nade mną, nie współczuj mi – ale patrz na moją mękę. Niech się już dokona do końca. To straszne, Ojcze, to straszne... Ale widocznie potrzeba Cci mojej męki... Nie podam moim uczniom Ciebie... Moja katedra prymasowska dziś bez biskupa, którego Duch Święty dla Kościoła pragnie... (...) Tyś po Wieczerniku miał swój Ogrójec. Mój Wielki Tydzień cały jest Ogrójcem – raz jeszcze... Niech ta męka sługi twego oczyszcza moich uczniów i powierzone mi owce... Nie szczędź mnie, nie żałuj, nie oszczędzaj...”. Tego dnia przybyła do niego na święta siostra Stanisława Jaroszowa.

Wielki Piątek (30.03.1956) obok uroczystości liturgicznych zapisał się w życiu Prymasa Polski przyjazdem drugiej siostry Janiny Jurkiewiczowej. Tak więc radość Zmartwychwstania dzielił w Komańczy z bliską rodziną i troskliwymi siostrami nazaretankami. Radość wspólnego świętowania zakłócił w wielkanocny poniedziałek żołnierz, przysłany rano przez miejscowego komendanta, z poleceniem opuszczenia Komańczy przez Janinę Jurkiewicz. Jak się okazało na przepustce wpisano błędną datę ważności dokumentu. (od 29.03 do 10.03). Prymas relacjonował: „Nic nie pomogły żadne tłumaczenia. (...) Siostra miała wyjechać następnego dnia. Musiała stawić się na dworcu. I tu, na oczach 12 żołnierzy <którzy przyszli całą rodziną>, wsiadła w pociąg i przedwcześnie opuściła biurokratyczną Komańczę. Prócz okazania współczucia nic więcej nie można było uczynić”.

Niewola Prymasa trwała jeszcze niecałe 7 miesięcy. 28.10.1956 r. ok. 19,00 powrócił po 3 latach do swojej rezydencji przy ulicy Miodowej. Kiedy wkrótce zgromadziły się tłumy, by wyrazić radość z powrotu ukochanego pasterza, pojawił się na balkonie i powiedział: „Najmilsze dzieci Boże, Dzieci Moje! Pozwólcie człowiekowi miłować! Nie można pozbawić go serca i potęgi miłowania. W człowieku nadal pozostała potrzeba miłowania”.

 

Artykuł powstał w oparciu o następujące źródła i opracowania:

Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Paryż, 1982.

Kryptonim „Ptaszyńska” (donosy na Prymasa), oprac. Marian P. Romaniuk, Londyn 1993.

Stefan Kardynał Wyszyński Prymas Polski w dokumentach aparatu bezpieczeństwa PRL (1953-1956), oprac. Bogdan Piec, Warszawa 2001.

Marian P. Romaniuk, Życie, twórczość, posługa Stefana Kardynała Wyszyńskiego Prymasa Tysiąclecia, t. I, Warszawa 1994.

Paweł Pawlaczyk, Więzienne Wigilie prymasa Wyszyńskiego, Przewodnik Katolicki nr 51/52 z 19/26.12.2004 r., s. 26-27.