Katolicy.eu

O. Karol Antoniewicz, autor pieśni kościelnych.

 

Karol Bołoz Antoniewicz ur. się 6.11.1807 r. w rodzinie ormiańskiej. W latach 1924 – 27 studiował prawo na uniwersytecie lwowskim. Równocześnie drukował pierwsze utwory poetyckie na łamach „Rozmaitości Lwowskich”.

MIŁOŚĆ.

Jeżeli tylko sném iest nasze życie,
Coż iest miłości słodkie zachwycenie?
Coż łzy roskoszy? coż każde westchnienie
Co tkliwsze serca okazuię bicie ?

Choć strumień nieszczęść leie się obficie,
I szczęście, nie iest marne uroienie,
Kiedy, niezgasłe miłości płomienie,
Wgłąb czułéy duszy, wcisnęli się skrycie! — —

Gdy na iéy śnieżnym spoczywam łonie, — —
Gdy wiéy obięciu, łzę smutku uronie,
Obraz roskoszy, nigdy nie zatonie!

Jako snu słodkiem marzeniem, uięty,
Choć los, w nieszczęścia wtrąci mnie odmęty,
Ten płomień, w duszy nie zagasi, swięty!

 

Kiedy 29.XI.1830 r. wybuchło powstanie listopadowe, Antoniewicz przedarł się do Królestwa Polskiego i wstąpił w szeregi wojska polskiego. Walczył m.in. w obronie Warszawy. Po klęsce Powstania powrócił do Galicji. W 1833 r. ożenił się z Zofią Nikorowiczową i osiadł w rodzinnym majątku Skwarzawy k. Lwowa. Wkrótce doczekał się 5 dzieci. Nie było mu jednak danym szczęście rodzinne. Wszystkie dzieci zmarły. Strapiony ojciec, pogrzebawszy piątkę potomstwa, zamienił swój dworek na szpital i szkołę dla okolicznej ludności. Wkrótce potem zmarła jego umiłowana żona.

Antoniewicz uznał te nieszczęścia za znak powołania do służby bożej i wstąpił w 1839 r. do zakonu jezuitów. Część posiadanych zasobów pieniężnych przeznaczył na wsparcie ubogich rodzin chłopskich w swoim majątku. Po odbyciu nowicjatu w klasztorze w Starej Wsi k. Sanoka i studiach filozoficzno – teologicznych w kolegiach jezuickich w Tarnopolu i Nowym Sączu, przyjął w 1844 r. święcenia kapłańskie.

O. Antoniewicz rozwinął szeroką działalność kaznodziejską. Wygłaszał cieszące się dużym powodzeniem kazania przeciwko pijaństwu, nawoływał do niesienia pomocy powodzianom. Prof. Steczkowski pisał o nim: Głos miał niezwyczajnie mocny i donośny, ale pomimo to łagodny i miły. Kazał zawsze z pamięci; mówiąc, nie unosił się, prawie żadnych nie czynił gestów, mówił spokojnie, poważnie, jakby ojciec z dziećmi rozmawiał.

W 1846 r. miało wybuchnąć w Galicji kolejne powstanie. Władze austriackie, chcąc stłumić planowaną insurekcję polskimi rękoma, podburzyły miejscowych chłopów przeciwko szlachcie. Intryga się udała i Galicję ogarnęła rabacja. Tysiące podburzonych chłopów paliło dwory i mordowało szlachtę, topiąc we krwi bratniej, nadzieje na odzyskanie przez Polskę niepodległości.

W tych niezwykle dramatycznych okolicznościach, ks. Antoniewicz wygłosił na terenie diecezji tarnowskiej 15 misji, skutecznie powściągając swą wymową wzburzenie na wsi. Na jego kazania przychodziło po kilkanaście tysięcy osób. Częste były przypadki, gdy skruszeni uczestnicy pogromów, oddawali zrabowane przedmioty i prosili o przebaczenie za popełnione zbrodnie. Sam tak opisał misje w Bruśniku k/Bobowej: Gdy przed Najśw. Sakramentem wierni uklękli na kolana, przy śpiewie <Przed oczy Twoje Panie winy nasze składamy> te serca poznawszy swoje zbrodnie żebrzą o zlitowanie i miłosierdzie ..., ... czy podobna, aby ten lud tak skruszony, starty, korzący się przed Bogiem swoim był tym samym ludem co przed paru miesiącami broczył w krwi bratniej, znieważał i bluźnił Boga swego?

Sukcesy kaznodziejskie zyskały Antoniewiczowi miano „Skargi XIX wieku”. W kazaniu "O prawdziwej i fałszywej miłości" pisał: Różni różnie tłumaczą wszystkie te klęski, boleści, nieszczęścia, które ciężą na tym biednym rodzie ludzkim; - tysiączne po części prawdziwe, po części mylne podają przyczyny. Jedni drugich nazywamy sprawcami nieszczęść naszych, jedni na drugich wszelką winę zwalamy, jedni drugim podajemy kielich goryczy pełen do wypicia, jedni z drugich upokorzenia często się radujemy, a udane łzy nieraz nie mogą pokryć radości złośliwej wnętrza naszego. I nie możemy dojść do prawdziwej przyczyny źródła nieszczęść i boleści naszych, bo jej szukamy nie w sercu, ale w rozumie; bo jej szukamy w zewnętrznym świecie, a ona we wnętrzu naszym żyje; bo szczęście nie w rozumie, ale w sercu się mieści, bo nie rozum, lecz serce jest rękojmią pociechy, swobody i radości naszej; bo nie rozum, ale serce ziemię w raj przemienić, bo nie rozum, ale serce zbawić nas może.

Jednocześnie z głoszeniem misji Antoniewicz pisał liczne pieśni religijne, wśród których szczególną popularnością cieszyły się kolędy: „Usnąłeś Jezu”, „Do Betlejem” oraz utwory Maryjne „Chwalcie łąki umajone” „Kto Ciebie”, „Nie opuszczaj nas”.

Antoniewicz tworzył także liryki o tematyce religijnej, w których podejmował problematykę świadomego przeżywania łaski dziecięctwa bożego, akceptacji cierpienia jako koniecznego elementu życia chrześcijańskiego oraz miłości i kultu NMP. W „Obrazkach z życia ludu wiejskiego dla szkółek wiejskich”, ukazał z kolei tradycyjnie ujęty wzór chłopa. Znajomość folkloru huculskiego wyraził w oryginalnym cyklu poetyckim „Znad rzek i gór”. Pozostawił po sobie także popularne utwory o tematyce religijno-moralizatorskiej.

Po rozwiązaniu w 1848 r. galicyjskiej prowincji jezuitów, Antoniewicz podróżował i głosił kazania w różnych miejscowościach popularyzując zwłaszcza akcję trzeźwości. W 1849 r. - z jego inicjatywy, powstała pierwsza na Śląsku ochronka dla dzieci. W 1851 r. odbył kilka misji na Śląsku. W następnym roku, zaproszony przez bpa Leona Przyłuskiego, wyjechał z grupą misjonarzy do Wielkopolski. Tu w Obrze zorganizował pierwszą od czasów rozbiorów, placówkę jezuicką na terenie Wielkopolski. Pełnił w niej funkcję przełożonego. Kiedy w okolicy wybuchła epidemia cholery, nie zważając na niebezpieczeństwo, pospieszył z pomocą i opieką duchową. 

 

Ks. Karol Antoniewicz zmarł na cholerę 14.11.1852 r. w Obrze. Ostatnie słowa, jakimi pożegnał braci zakonnych, brzmiały: Do widzenia w niebie. Nad jego grobem, w Obrze umieszczono napisaną przez niego modlitwę:

Za wszystko dobro z Bożej ręki wzięte,
za skarby wiary, za pociechy święte
za trudy pracy i trudów owoce
za chwile siły i długie niemoce
za spokój, walki, zdrowie i choroby
za uśmiech szczęścia i za łzy żałoby
i za krzyż ciężki na barki włożony
niech będzie Jezus Chrystus pochwalony.