KATOLICY.EU

Ks. Antoni Mackiewicz, wojewoda guberni kowieńskiej w powstaniu styczniowym.

 

Antoni Mackiewicz ur. się 26.06.1828 r. w małorolnej rodzinie szlacheckiej w Cytownie na Żmudzi. W dzieciństwie poznał ciężką pracę na roli, niedostatek i ucisk władz carskich. Chcąc się kształcić, opuścił w wieku 12 lat dom rodzinny i udał się pieszo do Wilna. W grodzie Giedymina, samodzielnie zarabiając na życie, ukończył gimnazjum. Naukę kontynuował w Kijowie na uniwersytecie św. Włodzimierza. Tu zatknął się z patriotyczną polską inteligencją, która ukształtowała jego poglądy polityczne. Nie ukończył jednak nauki, i po 10 latach tułaczki powrócił na Litwę. Już wtedy postanowił poświęcić życie walce o wolność i szczęście własnego narodu.

W 1850 r. Mackiewicz wstąpił do seminarium duchownego w Varniai. Po jego ukończeniu przez kilka lat duszpasterzował w Krakinawie. Później, został proboszczem w maleńkim kościółku paberżskim na obrzeżach Laudy. Lata pracy w parafii pogłębiły jego znajomość życia codziennego i trosk ludu. Jako gorący patriota jedyne wyjście z nędzy i ucisku chłopów, widział w walce z ciemięzcą. Jego trybuną stała się ambona, z której wygłaszał płomienne kazania, nawołujące do powstania.

Mackiewicz, jako jeden z pierwszych księży na Litwie zjednoczył okolicznych chłopów w powstańczy oddział zbrojny. Ciesząc się bezgranicznym zaufaniem chłopów, 20.03.1863 r., po odczytaniu w kościele paberżskim powstańczego manifestu i wygłoszeniu ostatniego kazania, stanął na czele miejscowego powstańczego oddziału. Dzielił ze współtowarzyszami wszystkie trudności i niebezpieczeństwa, był tak samo żołnierzem, jak wszyscy inni. Cieszył się autorytetem i niezwykłą popularnością wśród mieszkańców Kowieńszczyzny. Nie musiał nikogo agitować, ludzie zaciągali się sami pod jego komendę, dostarczali żywność i inwentarz oraz uprzedzali o zasadzkach i niebezpieczeństwach. Dlatego przez dłuższy czas próby ujęcia księdza – powstańca nie skutkowały, pomimo obiecanej za jego głowę wysokiej nagrody. Po wsiach i miasteczkach litewskich krążyły prawdziwe tudzież wymyślone historie o „księdzu-przywódcy", trzymającym w jednej ręce krzyż, a w drugiej - miecz. Ten obraz porywał do walki z zaborcą nowe zastępy powstańców. Kiedy jesienią 1863 r. powstanie zaczęło się chylić ku upadkowi, nie zaprzestał walki. Talent przywódcy wojny partyzanckiej, zdolności organizatora i żołnierza spowodowały, że w listopadzie 1863 r. został mianowany wojewodą guberni kowieńskiej.

26.11.1863 r. ks. Mackiewicz stoczył pod Świętobrościem ostatnią bitwę. Rozbity przez przeważające siły wroga, zdołał jednak ujść z pola bitwy. Próżno wśród poległych na polu walki żandarmi szukali jego ciała. Chociaż rozumiał, że powstanie słabnie, chciał kontynuować walkę. Nie opuszczała go nadzieja i wiara, że z nadejściem wiosny wznowi działania partyzanckie. Postanowił w tym celu dotrzeć do Rządy Narodowego w Warszawie. Dlatego, po napisaniu listu pożegnalnego do powstańców, w towarzystwie dwóch żołnierzy wyruszył w drogę.

17.12.1863 r. ks. Mackiewicz wraz z towarzyszami został aresztowany,  podczas przeprawy przez Niemen i odstawiony pod eskortą do Kowna. Dowódca konwoju chwalił się później, że prowadził Mackiewicza pieszo i - jak w czasach Poncjusza Piłata - dźwigającego krzyż". Kiedy wiadomość o ujęciu „księdza-powstańca" rozeszła się wśród ludu, w kościołach i po domach powszechnie modlono się, prosząc Boga o ratunek. Wielka natomiast była radość żandarmów. Sam generał gubernator wileński Michał Murawjew raportował o jego ujęciu do Petersburga. Pisał o nim: „poważny działacz, niepospolity, czynny, aktywny, mądry".

Podczas śledztwa ks. Mackiewicz nie zdradził tajemnic powstańczych, pozostając do ostatniej chwili księdzem i żołnierzem, oddanym Bogu i Ojczyźnie. W wigilię Bożego Narodzenia został skazany przez sąd w Kownie, na karę śmierci. Ze spokojem oczekiwał na egzekucję. Ostatnia jego prośba: o spotkanie z kapłanem i spowiedź, nie została spełniona. W noc przed straceniem napisał list w formie testamentu politycznego.

 

Egzekucja ks. Antoniego Mackiewicza odbyła się publicznie w Kownie 28.12.1863 r. Stojąc pod szubienicą z podniesioną głową po raz ostatni, udzielił błogosławieństwa zebranemu na placu tłumowi. Następnie powiedział w stronę kata: „Swoje zrobiłem, teraz wy kończcie swoje!". Chwilę potem zawisnął na szubienicy.

Mieszkańcy Żmudzi nie mogli uwierzyć w śmierć ich bohatera i jeszcze przez wiele miesięcy opowiadali sobie, że ksiądz Mackiewicz żyje i ze zbrojnym oddziałem walczy z Moskalami.