Katolicy.eu

Ks. Antoni Borysowicz, duszpasterz Polaków w ZSRS.

 

Antoni Borysowicz ur. się 21.10.1894 r. w Antopolu na ziemi witebskiej. Gdy miał 10 lat zmarła matka. Ojciec nie ożenił się powtórnie i sam wychowywał 3 synów. W 1911 r. podjął studia w Seminarium Duchownym w Petersburgu. Ks. Antoni Ruran wspominał: Każdego poranku o godz. 5-tej rozlegał się głos dzwonka i budził wszystkich alumnów. Alumn Borysowicz szybko zrywał się, pośpiesznie ubierał i pierwszy szedł do kaplicy, by powitać Jezusa, dziękować za noc szczęśliwie przeżytą i prosić o błogosławieństwo na nowy dzień modlitwy i pracy. Jego ostatnie nawiedzenie Sanctissimum było przed udaniem się na spoczynek.

W 1917 r., po otrzymaniu święceń kapłańskich,  ks. Borysowicz podjął studia w Akademii Duchownej w Petersburgu. Ks. Ruran zapamiętał: Ks. Borysowicz nie tylko odprawiał mszę św., ale ją przeżywał. [...] Rysy twarzy ulegały przemianie, oczy jaśniały, ruchy jego przy ołtarzu odznaczały się dziwną subtelnością, delikatnością i cała postać przeniknięta uduchowieniem, rozradowaniem i pogodą z tego mistycznego obcowania z Bogiem.

Kiedy w maju 1918 r. bolszewicy zlikwidowali petersburską Akademię Duchowną, ks. Borysowicz udał się do Krakowa, gdzie podjął studia na wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studia ukończył w 1921 r., tylko dzięki pomocy krakowskich oo. kapucynów, u których mógł za darmo mieszkać i odżywiać się. Następnie obsługiwał cztery parafie - berezyńską, chołopienicką, Małe Dolce i Dobrą Wodę. W lipcu 1923 r. został kapelanem i prefektem w Gimnazjum ss. Nazaretanek w Kaliszu. W styczniu 1926 r. mianowano go dyrektorem tego gimnazjum. Ks. Ruran wspominał: Cieszył się wielkim autorytetem i sympatią wśród młodzieży. Był lubiany z powodu swej bezpośredniości i delikatności w obcowaniu z ludźmi. Otaczał młodzież szacunkiem i dobrocią serca. Nie narzucał im swoich myśli, swego zdania. Prosił, żeby młodzież zastanawiała się i przemyślała podane jej argumenty i racje. Pozwalał chętnie młodzieży na wypowiadanie się po skończonej lekcji. [...]. Był dobrym kierownikiem dusz, konfesjonał jego był oblegany przez młodzież. Kazania jego i konferencje były krótkie i opromienione pogodą i optymizmem chrześcijańskim. W ocenie pracy młodzieży był raczej łagodny i cierpliwy: <wolę być potępiony za łagodność niż za surowość>, powtarzał za św. Franciszkiem Salezym. 

Ks. Antoni (?) Kalinowski zapamiętał ks. Borysowicza podczas jego pobytu w Kaliszu: Mimo, że był to kapłan stosunkowo młody, miał wrodzony talent postępowania z dziewczętami w sposób bardzo taktowny i licujący z godnością kapłana i wychowawcy. Dziewczęta zawsze odnosiły się do niego z szacunkiem i poważaniem. Ceniły w nim nie tylko kapłana, ale i człowieka o szerokim poglądzie na życie, na świat i na bieżące zagadnienia społeczne.

Po wybuchu II wojny światowej, kaliskie Gimnazjum ss. Nazaretanek zostało zamknięte a ks. Borysowicz przedostał na Wileńszczyznę, gdzie przez całą wojnę posługiwał jako proboszcz w Podbrzeziu. Bp Adam Sawicki relacjonował: Kiedy Niemcy zajęli terytorium sowieckie na wschód od granic Archidiecezji Wileńskiej, arcybiskup metropolita wileński otrzymał prawo od Stolicy Apostolskiej organizowania pracy duszpasterskiej dla katolików na terenie wschodnim od swej archidiecezji. Ks. Antoni Borysowicz zgłosił ochotę do pracy duszpasterskiej na terenie Archidiecezji Mohylowskiej i otrzymał skierowanie do Mińska Litewskiego, do dawnej katedry.

17.10.1944 r. ks. Borysowicz przybył do mińskiej katedry. Anna Niciejewska wspominała: Na sumie w niedzielę była moc ludzi, katedra była przepełniona i wszystkich nie pomieściła. Ksiądz Borysowicz z ambony zwrócił się do wiernych ze słowami: <Przyjechałem tu do was, by zaspokajać wasze potrzeby duchowe. W jakim języku będziecie do mnie się zwracać, chętnie będę w tym języku służyć, czy to w czasie spowiedzi, czy to załatwiając inne wasze interesy. A teraz przegłosujmy, w jakim języku lepiej głosić Słowo Boże dla was>. Wszyscy w mgnieniu oka podnieśli ręce opowiadając się za językiem polskim, chyba jakieś 5 osób optowało na rzecz języka białoruskiego.

24.12.1944 r. ks. Borysowicz został aresztowany przez NKWD. Sam tak pisał o jego przyczynach: Gdy desygnowano mnie na administratora diecezji, rozpętała się „białoruś" z Szutowiczem na czele. Nie przebierano już w środkach, by szatański zamiar doprowadzić do pożądanego skutku. Oskarżono mnie bowiem o udział w nielegalnych organizacjach z bronią w ręku, przypisano werbunek młodzieży białoruskiej do organizacji polskich oraz uprawianie agitacji na rzecz Polski.

W wyniku śledztwa, podczas którego nie potwierdziły się  stawiane ks. Borysowiczowi zarzuty, został skazany na 5 lat zsyłki do Tiumania na Syberii za kontrrewolucyjną działalność. Przez pierwsze trzy lata zesłania nie mógł pełnić swych obowiązków kapłańskich. Potem sporadycznie posługiwał wśród zesłańców. W 1950 r. odzyskał wolność i powrócił do Podbrzezia, gdzie przez 9 miesięcy starał się o zezwolenie na podjęcie legalnej działalności duszpasterskiej.

Na początku 1951 r. ks. Borysowicz został ponownie aresztowany i poddany półrocznemu śledztwu w Mińsku, podczas którego przebywał w celi zalanej wodą. Następnie został zesłany na 3 lata do Ad-Boksar w Kazachstanie. Po odzyskaniu wolności uzyskał zgodę na podjęcie posługi w parafii Hreczany ma Ukrainie. Jednocześnie opiekował się kilkoma okolicznymi parafiami pozbawionymi kapłanów. Jego brat Jerzy Borysowicz wspominał: W każdej miejscowości [...] można i trzeba było 2 razy do roku pracować po dwie- trzy doby bez przerwy przez dzień i noc z kilkugodzinnym odpoczynkiem i snem często na kamiennej posadzce zakrystii. (...) Olbrzymie tłumy modlących się i spowiadających się, dużo dzieci do chrztu, dużo wozów z chorymi naokoło małej kapliczki nazywanej i podnoszonej do rangi kościoła. [...]. Lud prosty, żarliwy, nieuświadomiony w rzeczach wiary i prawdziwej pobożności, nie z własnej winy, pokonywa niepojęte trudności fizyczne i moralne, żeby móc przyjść do kościoła; maszeruje z tobołkiem żywności dziesiątki kilometrów, żeby posłyszeć słowa prawdy, miłości, odpuszczenia win, nadziei wiekuistego szczęścia - żeby dowiedzieć się jak ma żyć w ciężkiej walce o chleb i wśród licznych pokus. Praca w tych warunkach nie sprzyja zdrowiu i nerwom. Nie ma możliwości uczynić tyle ile trzeba i tak jak trzeba [...]. A jednak mimo wszystkie te trudności czuł się wewnętrznie szczęśliwym. Nie czekał i nie marzył o jakiejś zmianie pracy, mimo że płacił za nią bohaterskim trudem i męczeńskim życiem.

W lutym 1966 r. ks. Borysowicz zachorował na zapalenie płuc. W liście do brata pisał: Stawiam pierwsze kroki po przewlekłej chorobie, która mnie ogromnie osłabiła. Nie wiem jak sobie poradzę w codziennej pracy po tylu zaległościach. (...) przejmować się dłuższym lub krótszym bytem na tej ziemi nie warto.

 

Ks. Borysowicz zm. 6.05.1966 r. Jedna z parafianek zapamiętała: Umarł u nas ksiądz Antoni Borysowicz, (…), ale dla nas to wielki smutek, bo do śmierci bardzo wiele pracował, miał 8 parafii, nie żałował siebie, nieraz padał i wstawał i szedł spowiadać. (...) Pogrzeb odbył się 9 maja w poniedziałek. Przyjechało dużo księży, a ludzi było na pewno więcej jak 10 tysięcy, płakali, szlochali, ale nie wstał.