KATOLICY.EU

Ks. Tadeusz Fedorowicz, kierownik duchowy.

 

         Tadeusz Fedorowicz ur. się 4.02.1907 r. w Klebanowie pod Zbarażem w wielodzietnej rodzinie ziemiańskiej. W 1925 r., po uzyskaniu matury, podjął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Ukończył je po czterech latach obroną pracy magisterskiej. W 1930 r. odbył służbę wojskową w dywizjonie artylerii konnej, po czym wstąpił do metropolitalnego seminarium duchownego we Lwowie. Jednocześnie podjął studia teologiczne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. W 1936 r. uzyskał tytuł magistra teologii po czym przyjął święcenia kapłańskie. Następnie został skierowany do Tarnopola, gdzie posługiwał jako wikary. W 1937 r. objął kierownictwo sekretariatu ds. dobroczynności w „Caritas” Kurii Metropolitalnej we Lwowie.

We wrześniu 1939 r. do Lwowa wkroczyła Armia Czerwona. 17.04.1940 r. ks. Fedorowicz został aresztowany przez NKWD. Kilka tygodni później odzyskał wolność. 28.06.1940 r., za zgodą abpa Bolesława Teodorowicza, dołączył do wywożonych ze Lwowa Polaków. Razem z nimi trafił do republiki maryjskiej, gdzie rozwinął potajemną działalność duszpasterską. Po latach wspominał: Chodziliśmy więc co rano w las o jakieś 15 – 20 minut. (...) Wyszukałem ładne miejsce z bujną trawą, nieco wgłębione. (...) odprawialiśmy mszę św., bacząc, by nie wystawać ponad dół. Ja z panem Morozem, który był ministrantem, klęczeliśmy przez całą mszę św. krótkie kazanie mówiłem też na klęcząco, podczas gdy inni siedzieli. Straszne tam były komary. Odprawiałem mszę św. w jasnopopielatym płaszczu, a pan Moroz jakąś gałązką czy paprocią odganiał ode mnie komary.

Jeden z zesłańców tak wspominał ks. Fedorowicza: Temu dzielnemu kapłanowi, narażającemu swe życie dla wielkiej sprawy, mają Polacy 31 kwartału do zawdzięczenia, że w najcięższych chwilach nie upadli na duchu. Jego wiara, że przetrzymamy, choćby nas najbardziej gnębili, jego dobroć i słodycz  w odnoszeniu się do naszych ludzi bez różnicy wyznania – stanowcza, nieustraszona postawa wobec ciemięzców, zjednały mu powszechną miłość i szacunek. Nawet bolszewicy nie doważyli się zbezcześcić plugawym słowem tego człowieka, którego uważali za kogoś niezwykłego. A z uczestników nabożeństw w głębi zarośli leśnych nikt nie zapomni mszy niedzielnych i podniosłych a prostych słów >Pana Tadeusza>, tak jak nie zapomną nigdy o nim ci, których od śmierci głodowej ratował.

Ks. Fedorowicz odzyskał wolność na mocy układu Sikorski – Majski z 30.07.1941 r. Następnie dotarł do formującej się Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W grudniu 1941 r. został skierowany do Kazachstanu, gdzie roztoczył opieką duszpasterską tamtejszych Polaków. Nie opuścił ich, kiedy oddziały Andersa odeszły na Bliski Wschód. 11.01.1942 r. w liście pisał: Dotychczas było bardzo wiele spowiedzi. (...) spowiedzi mają szczególny charakter. Czuję się mały wobec tych, którzy przeszli prawdziwy głód i byli przy śmieciach głodowych. Wiele się tu nauczyłem stykając się z tymi ludźmi.

W lutym 1943 r. ks. Fedorowicz został aresztowany, za odmowę przyjęcie obywatelstwa sowieckiego. Kilka następnych miesięcy spędził w więzieniu w Semipałatyńsku. Wolność odzyskał w lipcu 1943 r., po czym został skierowany do armii formowanej przez Zygmunta Berlinga. W kwietniu 1944 r. został kapelanem IV Dywizji im. Kilińskiego. Po latach wspominał: Kiedy wyspowiadałem żołnierzy, w jednym z (…) okopów rozścieliłem przed sobą na piasku koc. Na tym kocu, stojąc w okopie, odprawiłem sam jeden mszę św., żeby mieć odpowiednią ilość komunikantów. Widząc to, jeden z młodych oficerów, Rosjanin zdziwił się, że mnie się chce to wszystko robić.

W listopadzie 1944 r., ks. Fedorowicz, został zwolniony z wojska z przyczyn politycznych. W tej sytuacji został kapelanem w zakładzie dla ociemniałych w Żułowie na Lubelszczyźnie, prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. W kwietniu 1947 r. przeniósł się do zakładu dla ociemniałych w podwarszawskich Laskach. Rok później został ojcem duchowym w seminarium duchownym archidiecezji lwowskiej, przeniesionym po wojnie do Kalwarii Zebrzydowskiej. W 1950 r. został spowiednikiem w warszawskim seminarium duchownym. Później spowiadał także księży studentów z Akademii Teologii Katolickiej.

Ks. Fedorowicz był charyzmatycznym rekolekcjonistą i przewodnikiem duchowym. Bp Bronisław Dembowski wspominał: Poznałem Go w Wielkim Poście 1947 r. jako 20-letni młody człowiek, student filozofii. Brałem udział – po raz pierwszy w życiu – w rekolekcjach zamkniętych w domu rekolekcyjnym, (...). Prowadził je ks. Tadeusz Fedorowicz. Zadziwił mnie prostotą zachowania i głębokimi myślami wyrażanymi w łatwym języku. Myślałem już wtedy o seminarium duchownym, ale nie wykluczałem też innej drogi i założenia rodziny. Dlatego bardzo ważne były dla mnie słowa ks. Tadeusza o niebezpieczeństwie zaimka zwrotnego „się” w zdaniu „oni się kochają”. Czy to znaczy, że on rzeczywiście kocha ją, a może kocha siebie – „się” i czegoś się od niej dla siebie spodziewa? Czy ona kocha jego, czy może kocha siebie – „się” i czegoś się od niego spodziewa? I konkluzja: Kochać, to chcieć dobra kochanej osoby.

Kiedy w 1957 r. prymas Polski Stefan kard. Wyszyński powierzył ks. Fedorowiczowi zorganizowanie Krajowego Duszpasterstwa Niewidomych, osobiście opracował wytyczne dla duszpasterzy, w których podkreślał potrzebę rozwijania religijności we własnym środowisku niewidomych. Zwrócił także uwagę na potrzebę organizowania co jakiś czas Mszy św., a także rekolekcji specjalnych dla tej grupy wiernych.

W 1991 r. ukazały się drukiem wspomnienia ks. Fedorowicza z lat II wojny światowej zatytułowane „Drogi opatrzności”. W słowie wstępnym Prymas Polski kardynał Józef Glemp napisał: ksiądz Fedorowicz albo – jak mówią – ojciec Tadeusz (...) to kapłan, którego warto spotkać. W jego spojrzeniu zauważysz zawsze, że interesuje się tobą. Chciałby widzieć twoje troski w relacji do Boga. Aby ci wytłumaczyć sprawy Boże, odwołuje się do drzewa, do pszczół, wyjaśnia zapach kwiatu. Spostrzegasz, że ma ogromną wiedzę przyrodniczą, ale to nie wyuczona wiedza, to miłość do Boga, którego widzi w szczegółach pięknej, tajemniczej przyrody.

Pod koniec życia ks. Fedorowicz miał coraz większe kłopoty z pamięcią. Bp Dembowski wspominał: Nie miał pamięci, ale tkwił w Bożych sprawach i miał bardzo dobry o nich sąd. Ostatnia moja wizyta u Niego odbyła się 22 czerwca, w ostatnią sobotę Jego życia. Był pogodny i pełen pokoju. Poznał mnie jako Bronka. Znowu się zdziwił, że jestem biskupem, ale gdy Mu to powiedziałem, spokojnie poprosił o błogosławieństwo.

 

Ks. Tadeusz Fedorowicz zm. 27.06.2002 r. w Laskach. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyło ponad 50 księży w tym kardynałowie metropolici Krakowa i Lwowa – Franciszek Macharski i Marian Jaworski – oraz biskupi: Bronisław Dembowski z Włocławka, Marian Buczek ze Lwowa i Marian Duś z Warszawy. Ojciec Św. Jan Paweł II w nadesłanym liście napisał: Był pełnym mądrości kierownikiem duchowym wielu ludzi poszukujących chrześcijańskiej doskonałości. Sam wielokrotnie korzystałem z jego kapłańskiej mądrości.