KATOLICY.EU

Ks. Grzegorz Kołosowski, duszpasterz Polaków  w ZSRS.

 

         Grzegorz Kołosowski ur. się 12.03.1909 r. we wsi Folwark Husiniec koło Baranowicz w wielodzietnej rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu gimnazjum, przez dwa lata pracował jako pomocnik murarza przy budowie gmachu niższego seminarium duchownego w Drohiczynie. Mają 25 lat wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pińsku. W kwietniu 1939 r. przyjął święcenia kapłańskie.

              Ks. Kołosowski został wikariuszem w Nieświeżu. W czasie okupacji sowieckiej a potem niemieckiej bronił z pomocą wiernych zabytków i dzieł sztuki w ufundowanym przez Radziwiłłów w XVI w. kościele. Niektóre z nich, w tym dzwon kościelny, ukrył, za co groziła kara śmierci. W 1942 r. został aresztowany przez Niemców i osadzony w celi śmierci. Odzyskał wolność po 6 tygodniach dzięki zebranemu przez parafian i wręczonemu Niemcom wysokiemu okupowi. Jego współwięźniowie zostali przez Niemców rozstrzelani. Latem 1944 r., wycofujący się Niemcy, ostrzelali z armaty kościół uszkadzając górną część świątyni. Mieszkańcy Nieświeża pod jego kierunkiem własnoręcznie dokonali naprawy kościoła ratując przed zniszczeniem bezcenne freski. Później, dzięki jego staraniom, artyści z Moskwy odnowili obraz „Ostatnia wieczerza” z głównego ołtarza.

         Tadeusz Grygiel wspominał: Do księdza Grzegorza zbliżyłem się w okresie hitlerowskiej okupacji, byłem jednym z najmłodszych ministrantów. Ksiądz był dla mnie prawdziwym opiekunem i ojcem po rozstrzelanym tatusiu Franciszku. Tworzyliśmy wesołą i beztroską gromadkę, bardzo szczęśliwych z tego powodu, że byliśmy najbliżej świętego ołtarza, obok naszego kochanego księdza, który był dla nas bardzo dobry i tolerancyjny. (…)  Średnie i starsze pokolenie dobrze pamięta ks. Grzegorza Kołosowskiego, jego szlachetną i dobrą twarz, skromnego i życzliwego człowieka, który w modlitwie do Boga niósł wszystkim nadzieję i radość, niezależnie od wiary i narodowości. Nigdy nie odmawiał posługi religijnej. Kierowały nim życzliwość, wyrozumiałość, prawdziwe powołanie kapłańskie, a już w żadnym wypadku, nie chęć wzbogacenia się. Najgorsze klimatyczne warunki nie były dla księdza przeszkodą dotarcia do chorego i udzielenia mu ostatniej posługi. Zawsze potrafił mądrze doradzać, nigdy nikogo nie obrażał, nie był arogancki i nie wywyższał się. Do braci prawosławnych miał wielki szacunek i szczerze się przyjaźnił z batiuszką Dmitrijem Pietrowiczem Chmielem. Zdobył szacunek i uznanie wśród szerokich mas, niezależnie od wieku, stanowiska, zawodu, światopoglądu i narodowości. Przede wszystkim był dla nich przyjacielem.

         W 1945 r. jeden z księży przekonał ks. Kołosowskiego do repatriacji do Polski słowami: Grzesiu wyjeżdżaj! Bolszewicy ciebie zamęczą. Do zmiany decyzji skłonił go jeden z parafian mówiąc: Jeszcze w ciągu minionych stuleci Nieśwież nigdy nie został bez katolickiego kapłana. Nakłaniany do wyjazdy przez NKWD odpowiedział: Niegdzie nie pojadę! (..) Tu jest moja ojczyzna, ziemia rodzona, swój chleb jem. Decyzji nie zmienił pomimo gróźb, że jako szpieg Watykanu będzie karany.

Ks. Kołosowski, wyrzucony z plebani, prześladowany i nękany przez wiele lat m.in. zniszczono jego umiłowaną pasiekę, pozostał wśród polskich wiernych w Nieświeżu. Wobec drastycznych ograniczeń nałożonych przez sowieckie władze na duszpasterstwo, prowadził w ukryciu katechizację dzieci i młodzieży oraz przygotowywał kandydatów do kapłaństwa. Pomagali mu oni w pracy parafialnej, przechodząc wstępną formację, po czym szli do seminarium duchownego w Rydze. W pewnym okresie miał pod swoją opieką 7 opuszczonych parafii. W 1990 r. otrzymał tytuł prałata.

 

Ks. Grzegorz Kołosowski zm. 4.12.1991 r. w Nieświeżu. Jak pisze jego biograf ks. prof. Roman Dzwonkowski zachował do końca pogodę ducha i poczucie humoru.

Pogrzeb ks. Kołosowskiego stał się walką manifestacją religijną. Jeden z jego uczestników zapamiętał: Żegnały zmarłego księdza niezliczone rzesze nieświeżan oraz ludzie, którzy przybyli z najodleglejszych zakątków Białorusi. Za trumną zmarłego kroczyło kilkudziesięciu księży, w tym osobisty przyjaciel zmarłego, nieświecki baciuszka Chmiel Dimitryj Pietrowicz. Ceremonii pogrzebowej towarzyszyło wielkie wzruszenie, łzy i przemówienia. Przewodnicząca miejscowego oddziału Związku Polaków, pani Wanda Niżewicz, powiedziała: To on nas nauczył w ojczystej mowie <Ojcze Nasz> i tchnął w nas wiarę naszych przodków.