KATOLICY.EU

Ks. Tomasz Podziawo, duszpasterz Polaków w Chinach.

 

         Tomasz Podziawo ur. się 6.02.1905 r. w Pierchulewie na Wileńszczyźnie w rodzinie chłopskiej. Gdy miał 9 lat zmarła matka. Po skończeniu sześciu klas szkoły podstawowej, kontynuował naukę w Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego w Drui. W 1926 r. wstąpił do księży marianów. Rok później złożył pierwsze śluby. W 1929 r. przełożeni, widząc jego nieprzeciętne zdolności, wysłali go na studia do Rzymu. Dwa lata później obronił doktorat z filozofii. W 1934 r. przyjął święcenia kapłańskie w obrządku bizantyjsko – słowiańskim. Rok później uzyskał licencjat z teologii.

         W 1935 r. ks. Podziawo powrócił do Polski. Wkrótce potem został skierowany do Harbina w Chinach, gdzie marianie prowadzili misję. Pracował tam jako nauczyciel w liceum św. Mikołaja i szkołach żeńskich prowadzonych przez  siostry Urszulanki. Jednocześnie z pracą pedagogiczną, wygłaszał konferencje i odczyty oraz publikował liczne artykuły. Wydał także kilka broszur.

Po zdobyciu władzy w Chinach przez komunistów, ks. Podziawo został aresztowany wraz z innymi księżmi. 22.12.1948 r. milicja chińska wydała go funkcjonariuszom MGB ZSRS. Poddany morderczemu śledztwo znalazł się na skraju obłędu. Wraz z innymi księżmi został oskarżony o zorganizowanie grupy terrorystycznej w Liceum, agitację antysowiecką oraz szpiegostwo na rzecz Watykanu. We wrześniu 1949 r. wszyscy uwięzieni księża zostali zaocznie skazani na 25 lat lagrów.

Ks. Podziawo trafił najpierw do Angarłagu a potem do łagru w Bracku. Tu zachorował na dystrofię a potem na malarię. Pod koniec 1952 r. otrzymał pierwszą paczkę żywnościową od ukrytych sióstr eucharystek z Wileńszczyzny i pieniądze od swojej siostry. Dzięki tym darom przeżył. W 1953 r. przeniesiono go do łagru koło Tomska a potem do łagru w Czurbaj Nura w Kazachstanie. Za odprawianie mszy św. i spowiadanie więźniów, został skierowany do łagru karnego o zaostrzonym rygorze. Panujący tam głód stał się przyczyną licznych chorób. W czerwcu 1955 r. pisał: „Duchowo czuję się bardzo dobrze. Czuję po prostu, że o mnie pamiętają. Niczego nie pragnę i oprócz śmierci niczego nie oczekuję. Pracy mam więcej niż dostatecznie, aby nie tęsknić. Mija sytuacja jeszcze się nie wyjaśniła. Nadziei na wolność jednak nie mam prawie wcale. Zwalniają jedynie rzeczywistych przestępców, ja zaś nie mam żadnej winy poza moją wiarą w Boga. Ale czyż ludzie niewierzący kiedykolwiek zdołają pojąć, że człowiek wierzący nie jest dla nich niebezpieczny? Czy uwierzą, ż nie mam w stosunku do nich żadnej winy, jeśli ślepo wierzą tylko w to, że powinienem być winien? Są oni jednak tylko posłusznymi narzędziami w rękach tego, kto wie, co czyni, i jak widać chce, żebym się tu znajdował. Wystarczy że On zna moją niewinność wobec ludzi, choć oczywiście nie wobec Niego. To mnie tylko uspokaja, ale też czyni w głębi duszy szczęśliwym. Nie chcę innej wolności poza tą, jaką da mi On sam. Dlatego dotąd nigdzie nie pisałem do władz i nie mam zamiaru pisać. Niech trzymają mnie tu, dopóki chcą. Mojej duchowej wolności, jednak nikt nie odebrał i odebrać nie może”.

W sierpniu 1955 r. ks. Podziawo został zwolniony i jako polski obywatel deportowany do Polski. Przebywał kolejno na palcówkach zgromadzenia w Warszawie, Grudziądzu i Gietrzwałdzie, gdzie wykładał klerykom etykę, teodyceę i łacinę. Kiedy klerycy mogli powrócić do Warszawy, pojechał wraz z nimi. Po zakończeniu wykładów, pracował w duszpasterstwie w Głuchołazach, Grudziądzu i Licheniu. W 1965 r. został ojcem duchownym i spowiednikiem kleryków w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku.

W styczniu 1969 r. ks. Podziawo wyjechał do Rzymu, a następnie do Londynu gdzie pracował w katolickiej misji białoruskiej obrządku wschodniego. Jako wybitny znawca chrześcijańskiego wschodu oraz psychiki i kultury rosyjskiej, położył w Polsce duże zasługi w popularyzacji tej problematyki oraz w dialogu ekumenicznym. Swoje artykuły publikował w krakowskim „Znaku”.

 

Ks. Tomasz Podziawo zm. 2.10.1975 r. w Londynie na zawał serca. Jego doczesne szczątki spoczęły na cmentarzu św. Pankracego.