KATOLICY.EU

Ks. Stanisław Rojek, duszpasterz Polaków w ZSRR.

 

         Stanisław Rojek ur. się. 15.11.1908 r. w Grębocinie Kieleckim. W wieku 17 lat wstąpił do  Zakonu OO. Pijarów. Śluby wieczyste złożył mając 22 lata. Następnie ukończył studia teologiczno-filozoficzne w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy. W 1935 r. przyjął święcenia kapłańskie. Następnie podjął studia filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, które łączył z posługą prefekta w konwikcie szkoły pijarskiej. W sierpniu 1939 r. został skerownay do pracy w kolegium pijarskim w Lidzie. Po latach wspominał: Jak ja się znalazłem w Lidzie? Nie przymuszony, z własnego wyboru. Prowincjał ks. Hieronim Stusiński wyraził się zatroskany, że nie ma kogo wysłać do Lidy na miejsce ks. Henryka Miszkurki, który miał kończyć przerwaną germanistykę.

         Gdy 1.09.1939 r. wybuchła II wojna światowa, część nauczycieli z ośrodka pijarskiego zrezygnowała z pracy, opuszczając Lidę. Ks. Stanisław Rojek uczył więc języka polskiego, historii i religii, w okupowanym przez Związek sowiecki mieście. Tak zapamiętał pierwszego zetknięcie się uczniów Gimnazjum Handlowego z przybyłym do nich enkawudzistą, który wygłosil propagandowy odczyt: Młodzież zgromadzona w sali gimnastycznej i nastrojona patriotycznie. Gdy padają słowa kłamstw i oszczerstw na Polskę, młodzież szybko reaguje. Szorując nogami po podłodze zbliża się całą salą do sceny. Nauczycielstwo w strachu, enkawudzista z rewolwerem czeka [...]. Młodzież doszła do sceny i całą masą cofnęła się na dawne miejsce. Takie widowisko powtórzyło się dwa razy. Enkawudzista wykrzykiwał:

- Burżuje! Tu nie ma biednych dzieci!

Występuje z pierwszego szeregu Stanisław Kaczyński w ładnych spodniach galifé, w butach oficerskich, podnosi nogę do góry:

- Czy u Was w całej Rosji są takie buty? Nie ma! A przecież ja jestem biedny i uczę się dzięki księżom, którzy mi pomagają.

Wszyscy wybuchli śmiechem. Oficer NKWD nie wiedział, co ma zrobić ze sobą. W nocy zaaresztowano Stanisława Kaczyńskiego.

         Ks. Rojek pracował w gimnazjum zaledwie dwa miesiące. Zwolniono go jako duchownego, który nie powinien mieć kontaktu z młodzieżą. Sowieckie władze zarekwirowały też klasztor, a następnie kościół. Księża pijarzy zamieszkali w prywatnym domu, natomiast msze święte odprawiali w kościele farnym. Sytuacja taka trwała do wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej.

         Niemcy wkroczyli do Lidy w czerwcu 1941 r., atakując z powietrza bombami zapalającymi rozlokowane na ulicach miasta wojsko sowieckie. Ks. Rojek natychmiast pobiegł ratować palący się kościół. Po latach wspominał: Przez otwarte okno nad chórem niesiony silnym wiatrem ogień dostał się na strych kościoła. Nasz kościół zaczął się palić. Przystąpiliśmy do gaszenia.

         Po zajęciu Lidy przez oddziały wermachtu, pijarzy wrócili do klasztoru i zabrali się za porządkowanie swej świątyni. Wkrótce jednak Niemcy zajęli cały ośrodek pijarski, urządzając w nim aptekę wojskową.

         W sierpniu 1944 r., po zajęciu Lidy przez Armię Czerwoną, ks. Rojek został skierowany do kościoła pijarskiego w Szczuczynie. Tu posługiwał przez 5 lat. Jego biograf Irena Stasiewicz-Jasiukowa oceniała:  Postawił przed sobą określony cel: należy przeciwstawiać się ateizacji społeczeństwa poprzez systematyczną, niezależną od konsekwencji działalność duszpasterską. Sam wspominał:  Z moim przyjazdem zgłosiło się 300 dzieci. (…) Miły był widok 300 dzieci w bieli, ze świecami w rękach, przystępujących do pierwszej komunii świętej. Po mszy świętej wpisanie do różańca i szkaplerza. Ludzie płakali ze wzruszenia. Sowietów drażniło, gdy dzieci kończąc naukę w szkole, spotykały się ze mną na mieście, gdy wracałem do domu z kościoła. Ujrzawszy mnie z daleka, biegły na spotkanie ze mną i wykrzykiwały: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Sowieci krzywym okiem patrzyli na to wszystko i mówili: Uczył je tylko miesiąc, a jak zepsuł.

         W 1949 r. ks. Rojek powrócił do Lidy. W 1963 r. doszło do wydarzenia, które tak zapamiętał: Idę do kościoła, by odprawić Mszę Świętą. Na placu przykościelnym, koło drugiej zakrystii, widzę gromadę gałęzi, na wierzchu powiewa sztandar czerwony, na dole widnieje na dużej tablicy napis w języku rosyjskim: Tu spoczywają zwłoki Księdza Stanisława Rojka. Żywego pochowali albo raczej chcą pochować. Kierunek ataku wyznaczono wspaniale. Ulęknie się i będzie posłuszny nie Bogu, ale nam! Cały teren cmentarza był zarzucony ulotkami pisanymi ręką dzieci. Same obelgi na księży, na Kościół, na wiarę - wszystkie niewybredne. Kazałem usunąć te dzieła sztuki, część kartek zaniosłem na milicję. Rezultat żaden. Zwrócono mi kartki. Wieczorem przychodzi zastępca naczelnika milicji, prosi bym oddał mu te kartki, przyjechał bowiem naczelnik z Grodna i dał mu wielką naganę. Kartki te mogą przecież dostać się za granicę. Tego się tylko jeszcze boją.

         W latach 70-tych XX wieku ks. Rojek przeżył dwukrotne zamachy na swoje życie zorganizowane przez KGB: raz przez ciężkie pobicie na plebanii przez „nieznanych sprawców”, którzy odeszli, uważając, że już nie żyje; drugi raz przez sprowokowany wypadek na drodze. W tym samym czasie rozrzucono w kościele ulotki, że już nie żyje. Parafianie, zatroskani o jego życie, czuwali na plebani non stop, w dzień  w nocy do 1991 r.

         W 1985 r. odbyły się uroczystości - związane ze złotym jubileuszem - kapłaństwa ks. Rojka. Trzy lata później do Lidy zawitał Prymas Polski kard. Józef Glemp uroczyście witany na ulicach miasta przez tłumy mieszkańców. Wkrótce potem odbyła się w mieście tłumna procesja podczas Święta Bożego Ciała.

         W 1991 r., gdy Białoruś uzyskała niepodległość, ks. Rojek liczył już 83 lata. Uwolniony od codziennej walki o przetrwanie, rozpoczął bezskuteczne starania o odzyskanie kościoła pijarskiego pod wezwaniem św. Józefa Kalasancjusza, w którym mieściło się planetarium. W 1993 r. odwiedził Polskę.

        

         Ks. Stanisław Rojek zm. 6.10.1996 r. w Lidzie. Pochowany został w pobliżu lidzkiego kościoła farnego. Aleksander Kołyszko napisał po jego śmierci: Był dla nas sługą i doradcą, dobrym Ojcem. Boleje parafia, boleją wszyscy, dla kogo otwierał drogę do Nieba, dla kogo pracował i kogo innego. Odszedł do Boga ktoś, kto wielu kochał i przez wielu był kochany. Odszedł Polak – patriota, który w czasach „robienia” sowieckiego człowieka zachował swą tożsamość narodową i dopomógł to robić innym.(…) Czyż my możemy zapomnieć Jego wołanie o szkołę polską, język ojczysty polski?