KATOLICY.EU

Kard. Kazimierz Swiątek, arcybiskup mińsko-mohylewski..

 

         Kazimierz Świątek się 21.10.1914 r. Valdze w Estonii w patriotycznej rodzinie polskiej. Jego ojciec walczył w legionach Józefa Piłsudskiego i zginął podczas obrony Wilna przed bolszewikami w 1920 r.. Z matką i młodszym bratem został wywieziony na Syberię. Do Polski wrócił w 1922 r. Osiadł w Baranowiczach, gdzie uczęszczał do Gimnazjum im. Tadeusza Rejtana. W 1932 r. wstąpił do seminarium duchownego w Pińsku. W kwietniu 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie, po czym został skierowany jako wikariusz do parafii Prużana na Polesiu.

         Po zajęciu Polesia przez Armię Czerwoną, ks. Swiątek włączył się w działalność konspiracyjną w szeregach organizacji „Orzeł Biały”. W kwietniu 1941 r. został aresztowany przez NKWD i uwięziony w Brześciu nad Bugiem. Przeszedł ciężkie śledztwo, po czym otrzymał wyrok śmierci. Przez dwa miesiące przebywał samotnie w celi oczekując na egzekucję. Atak Niemiec na ZSRR przyniósł mu wolność. Uwolniony powrócił do parafii Prużany, gdzie pracował w czasie okupacji niemieckiej. Po ponownym wkroczeniu Armii Czerwonej, pozostał w swojej parafii pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa. W grudniu 1944 r. został ponownie aresztowany i uwięziony w Mińsku. 21.07.1945 r.  został skazany na 10 lat łagrów o zaostrzonym reżimie i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Na Syberii pracował przy wyrębie tajgi. 3.12.1947 r. został zesłany do gułagu w okolicach Workuty. Marek A. Koprowski relacjonował: W Workucie widział już lufę naganu przy własnej skroni, gdy sowiecki oficer przyłapał go na organizowaniu polskiej wigilii. Przeżył, wyciągnął do oprawcy rękę z symbolicznym opłatkiem i zaproponował mu, żeby zanim go zastrzeli spróbował go. Ten wziął ów kawałek chleba do ręki, schował nagan do kabury i na odchodnym mruknął: ,,Masz szczęście, że moja babka była z waszych.''

         Za urządzenie dla polskich więźniów wigilii w 1947 r., ks. Swiątek został skierowany do tworzonego w tundrze łagru w okolicach Inty. Razem z innymi więźniami nocował na śniegu do czasu wybudowania baraków. Dla uwięzionych Polaków, Łotyszy i Litwinów był ukrytym duszpasterzem.

         16.07.1954 r. ks. Swiątek odzyskał wolność i powrócił do Pińska. Po latach wspominał: Przyjechałem do Pińska, w Prużanach kościół został zabrany wiernym i nie było czego w nich szukać. Wszedłem do katedry, ukląkłem przed zamurowaną w ścianie w obawie przed sowietami trumną biskupa Zygmunta Łozińskiego i zapytałem - co mam robić? Po chwili usłyszałem głos: Bierz moją katedrę! No więc ją wziąłem.

         Po pięciu miesiącach starań. Ks. Swiątek otrzymał zgodę na podjęcie pracy duszpasterskiej w pińskiej katedrze. W latach 1981-1986 odrestaurował katedrę osobiście pracując fizycznie nad jej renowacją. Już w czasach Gorbaczowa przyszedł do niego szef miejscowego KGB i po zdjęciu czapki oświadczył: Ja jestem od szukania wrogów Związku Radzieckiego. Ponieważ ty, swiaszczenik, mówisz jawnie, że jesteś naszym wrogiem, ja niczego nie muszę już szukać i dlatego możemy być przyjaciółmi.

         Gdy na fali pieriestrojki zaczęły powstawać polskie stowarzyszenia, a wśród nich Związek Polaków na Białorusi ks. Swiątek bardzo aktywnie włączył się w jego działalność: pełnił funkcję zastępcy prezesa i wszedł do zarządu głównego. Koprowski relacjonował: Ksiądz Kazimierz ujął wszystkich swoją głęboką wiarą, pobożnością, ogromną pokorą, szacunkiem dla każdego człowieka i otwartością. Do każdej sprawy podchodził indywidualnie. Jednemu z księży z Polski, który zwrócił mu uwagę, że tak nie można, odpowiedział: ,,Kodeks prawa kanonicznego gdzieś mi się zapodział, ale za to kieruję się książką, która zawsze leży na mym biurku. Jest nią Ewangelia...'' Sam żył jak Łazarz, mieszkał kątem u dobrych ludzi, w pokoiku o wymiarach cztery na trzy metry do połowy zawalonym książkami ... Co miał, rozdawał biednym.

         W kwietniu 1991 r. ks. Swiątek został mianowany arcybiskupem archidiecezji mińsko-mohylewskiej i administratorem apostolskim diecezji pińskiej. Abp Tadeusz Kondrusiewicz wspominał: Kiedy zostałem kapłanem i pracowałem w Wilnie, Ostrej Bramie wtedy już księża mówili o Tobie, że na Białorusi pracuje bardzo zdeterminowany ksiądz, który przeszedł przez łagry. Ksiądz, który wie, czego chce. Potem kiedy pracowałem już na Białorusi, niejednokrotnie spotykaliśmy się. Eminencjo, dane mi było zawiadomić Ciebie, że papież Jan Paweł II mianował Ciebie biskupem. Kiedy powiadomiłem Cię o tym, to ty oburzyłeś się mówiąc: "Co też ksiądz biskup mówi, przecież mam już 77 lat, a w wieku 75 lat trzeba złożyć rezygnację". Odpowiedziałem mu z uśmiechem: "Co tam, 75 już przeszło i trzeba będzie od nowa liczyć". Poszedł pomodlić się i powiadomił mnie, że przyjmuje nominację. Później mnie młodego poprosił o konsekrację - wspominał abp Kondrusiewicz.

         Pierwsza przeprowadzona przez abpa Swiątka wizytacja kanoniczna wszystkich parafii trwała kilka miesięcy i miała tryumfalny przebieg. Wszędzie witały go wielotysięczne tłumy i udekorowane ulice. Lał deszcz, a ludzie czekali na trasie jego przejazdu, by choć przez szyby samochodu ich pobłogosławił. Kiedy kazał zatrzymać samochód i wychodził do wiernych, rozlegał się szloch, ludzie padali na kolana, całowali jego szaty i buty.

         W 1994 r. abp Swiątek został podniesiony do godności kardynalskiej. Prezydent RP Lech Wałęsa nadał mu Krzyż Komandorski Odrodzenia Polski z Gwiazdą jako wyraz uznania i szacunku dla wybitnych zasług w pracy duszpasterskiej dla dobra Kościoła i narodu w Polsce i na Białorusi. W 2006 r. przeszedł na emeryturę. Pozostał jednak administratorem apostolskim diecezji pińskiej do 14.06.2011 r.

 

         Kard. Kazimierz Swiątek zmarł po długiej chorobie 21.07.2011 r. w Pińsku. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli m.in. arcybiskup metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz, były arcybiskup ryski kardynał Jānis Pujats oraz arcybiskup metropolita mińsko-mohylewski Tadeusz Kondrusiewicz,. W telegramie kondolencyjnym Ojciec Święty Benedykt XVI napisał: Wznosząc żarliwe modlitwy do Boga, aby udzielił wiecznego spoczynku temu gorliwemu i wielkodusznemu pasterzowi, jednoczę się duchowo z głębokim bólem wspólnot diecezjalnych, gdzie troskliwie wypełniał on posługę biskupią. Pamiętam jego heroiczne świadectwo Chrystusowi i Jego Kościołowi w czasach szczególnie trudnych a także entuzjazm poświęcony następnie odbudowie duchowej tego kraju.

         Trumna z ciałem kard. Świątka spoczęła w pińskiej katedrze, tuż obok sługi Bożego bp. Zygmunta Łozińskiego.