WWW.KATOLICY.EU

Ojciec Tomasz Rostworowski SJ, kapelan AK.

Tomasz Rostworowski urodził się 9.11.1904 r. w Warszawie. Uczył się we Fryburgu, Kijowie i Lublinie. Od 1917 r. działał w polskim harcerstwie. W 1923 r. wstąpił do nowicjatu o. jezuitów. Skończył studia filozoficzne, teologiczne oraz Konserwatorium Muzyczne w Wilnie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1935 r. Swoje kapłańskie obowiązki łączył w Wilnie z pracą harcerską: prowadził V drużynę harcerzy, pełnił funkcję hufcowego, był członkiem Komendy Chorągwi. W maju 1937 r. jako pierwszy polski jezuita został mianowany harcmistrzem.

Podczas kampanii wrześniowej 1939 r., O. Rostworowski udzielał absolucji rannym obrońcom Lwowa. Od 1940 r. przebywał w Warszawie, gdzie głosił rekolekcje, zajmował się tajnym nauczaniem, pracował z grupami harcerzy z Szarych Szeregów, uczestniczył w konspiracyjnych spotkaniach poetyckich i koncertach szopenowskich. Był jednym z kapelanów Narodowej Organizacji Wojskowej i Harcerstwa Polskiego. Pomagał też ratować Żydów oraz otoczył opieką warszawskich gazeciarzy, dla których w świetlicy przy ul. Polnej wygłaszał gawędy.

Podczas Powstania Warszawskiego O. Rostworowski, był kapelanem kompanii harcerskiej batalionu Gustaw, a od 7.08.1944 r. Kwatery Głównej Komendy Głównej AK. Gdy walki na Starym Mieście dobiegały końca, odmówił zgody na ewakuację kanałami do Śródmieścia, i pozostał z rannymi, w szpitalu powstańczym. Po latach wspominał: Oficer SS  Pyta się mnie, dlaczego ten szpital nie został spalony. Tłumaczę mu, że tam są jeszcze ranni. A on mówi mi: <Nie troszcz się pan o drugich, niech pan się o siebie martwi>. Dał rozkaz, aby w ciągu dziesięciu minut rozstrzelać wszystkich rannych. Ludzie zaczęli wychodzić z piwnic, aby uniknąć egzekucji. Ja sam wyprowadziłem dwóch rannych. A z tyłu słyszałem już strzały. Esesmani strzelali do rannych w głowę, a później oblewali sienniki gazoliną i podpalali. Ukraińcy wyrwali mi tych dwóch, których wyprowadziłem i rozstrzelali. 2 września rozdawałem komunię rannym w szpitalu na Długiej 7, już po wejściu Niemców. Słyszę za sobą strzały. Odwracam się — a za mną stał oficer SS i strzelał z rewolweru do leżących. Ja szedłem naprzód, rozdawałem komunię do chwili, kiedy zabrakło mi hostii. Niemiec powiedział mi: <I tobie też się należy, tylko nie ma już kul>.

Kiedy Niemcy zlikwidowali powstańcze szpitale, O. Rostworowski idąc w kolumnie lekarzy i pomocniczego personelu, umknął w gruzy i w jednej z piwnic przy ul. Źródłowej przetrwał miesiąc, wśród tlących się ruin i trupów.

Po kapitulacji Powstania Warszawskiego o. Rostworowski opuścił miasto. Podczas powstania został awansowany na podpułkownika i odznaczony podwójnie Krzyżem Walecznych, Orderem Virtuti Militari V klasy oraz Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Po wojnie, Ojciec Rostworowski, rozpoczął  posługę duszpasterską w Łodzi m.in. ucząc religii w 3 szkołach średnich, działając w ZHP i sodalicjach mariańskich. Pod koniec 1945 r. został mianowany pierwszym w Łodzi duszpasterzem akademickim. Był uwielbiany przez młodzież, do jego konfesjonału ustawiały się codziennie długie kolejki i czekano niekiedy do godziny 23, a nawet i dłużej. W maju 1947 r. został opiekunem wszystkich sodalicji mariańskich w Polsce.

Zbigniew Domosławski i Julian Habraszewski, działacze Sodalicji Mariańskiej z Wrocławia, wspominali: Spośród wielu niezapomnianych spotkań, na zawsze w pamięci naszej pozostały rekolekcje wielkopostne, które prowadził (...) o. Tomasz Rostworowski, (...) umiał nawiązać ze słuchaczami bliski kontakt nieraz w sposób niekonwencjonalny. Jedna z nauk na temat syna marnotrawnego miała jako swe motto słowa znanej piosenki:

Gdy wrócisz

- o nic cię nie zapytam,

a tylko cię przywitam...

jak gdyby nigdy nic,

Gdy wrócisz

- po wielu długich latach

zastaniesz pokój w kwiatach

- jak gdyby nigdy nic.

         O. Tomasz z ambony zaśpiewał tę piosenkę, a słowa słuchaczom wydały się tak aktualne i dostosowane do tematu wzajemnego stosunku Boga do grzesznika, że wpadły głęboko w nasze serca i chyba owocować będą do końca życia.

22.01.1950 r. O. Rostworowski został aresztowany i osadzony w areszcie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi. Dwa miesiące później przewieziono go do Warszawy i poddano długiemu śledztwu, podczas którego był przesłuchiwany 128 razy. 6.09.1951 r. Wojskowy sąd Rejonowy skazał go na 12 więzienia za m.in. usiłowanie obalenia przemocą ustroju państwa. Wyrok odsiedział we więzieniu mokotowskim i we Wronkach. Jak wspomina Konrad Sieniewicz: nie chciał opuścić więzienia, bo tam mógł pomagać innym więźniom: spowiadać i komunikować.

Odzyskawszy wolność 20.09.1956 r. O. Rostworowski został socjuszem mistrza nowicjatu w Kaliszu. O. Felicjan Paluszkiewicz SJ pisał: Upatrując we wszystkim ślady przechodzącego Boga, dostrzegł także pozytywne, chociaż niewymierne wartości, wynikłe z odosobnienia w celi więziennej. Pomimo ustawicznego pogwałcania przez reżim elementarnych praw ludzkich nigdy nie dał się poniżyć ani nie dopuścił do stłamszenia w sobie ducha, bo był świadomy własnej niewinności i wiedział, że jest prześladowany za umiłowanie Boga i Ojczyzny oraz służbę bliźnim. Raz po raz nucił strofę ułożonej w więzieniu krótkiej piosenki, wyrażającej brutalną rzeczywistość w sposób groteskowy:

Ojciec Gaudenty uczył w kościele,
Jak ważną sprawą  mieć w życiu cele.
I posłuchali ojca uczniowie,
Każdy ma celę na Mokotowie.

 

W 1957 r. o. Rostworowski podjął posługę jako duszpasterz akademicki w Lublinie. W 1961 r. przeniesiono go do Łodzi. W 1963 r. został pracownikiem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego, a od 1967 r. jej kierownikiem.

Ojciec Tomasz Rostworowski zmarł w opinii świętości 9.03.1974 r. w Łodzi.