KATOLICY.EU

ks. Jan Zieja, naczelny kapelan Szarych Szeregów

Jan Zieja ur. się w 1897 r. we wsi Ossa w opoczyńskiem w rodzinie chłopskiej. Po skończeniu seminarium duchownego w Sandomierzu, przyjął w 1919 r. święcenia kapłańskie. Następnie podjął studia teologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas wojny polsko-bolszewickiej był kapelanem VIII Pułku Legionów. Służbę wojskową ukończył z Krzyżem Walecznych na piersiach.

W 1923 r. ks. Zieja został kapelanem zakładu dla głuchoniemych i ociemniałych w podwarszawskich Laskach. Tu zaprzyjaźnił się z ks. Stefanem Wyszyńskim. Przez wiele lat był profesorem w wyższym Seminarium Duchownym w Pińsku, współpracował jednocześnie ze ZMW RP. Św. Urszula Ledóchowska zanotowała 31.05.1938 r.:  Ksiądz Zieja, to szaleniec Boży! Cudownie pracuje - tylko trzeba go powstrzymywać, by się nie zamęczał.

Ks. Zieja uczestniczył w kampanii wrześniowej jako kapelan 84 Pułku Strzelców Poleskich. W okresie okupanci hitlerowskiej przebywał w Warszawie. Tu związał się z konspiracyjnym Frontem Odrodzenia Polski, skupiającym działaczy katolickich, kontynuujących tradycje Akcji Katolickiej. Zofia Kossak – Szczucka wspominała: Ksiądz Jan oddawał przygodnym znajomym ubranie, bieliznę, zatrzymując tylko płaszcz. Siostry urszulanki dokonujące co pewien czas inspekcji garderoby swego kapelana uzupełniały najbardziej rażące braki. Nie na długo. Ksiądz Zieja był niepoprawny i uciułany z trudem przez siostry przyodziewek tegoż samego dnia zazwyczaj zmieniał właściciela. Do zajęć spowiednika i kwestarza dołączyło się wprędce ratowanie Żydów. (…) Ukrywał skazańców z radością, z miłością, jak ukochane rodzeństwo. Inni liczyli się ze swoimi możliwościami. „Możemy przyjąć najwyżej jedno dziecko...". On nie liczył. Często nie miał gdzie nocować, gdyż swój pokoik oddał paru rodzinom żydowskim.

Ks. Zieja był kapelanem Pułku Baszta AK, a od lata 1943 r. również Naczelnym Kapelanem Szarych Szeregów – konspiracyjnego harcerstwa. Jako kapelan był niezwykle aktywny: odprawiał nabożeństwa, głosił rekolekcje, doradzał, a nade wszystko rozmawiał i dyskutował, pomagając młodym ludziom w rozwikłaniu dylematów moralnych okupacji. W czasie Powstania Warszawskiego walczył na Mokotowie. Stanisław Podlewski tak go opisał w drugim dniu Powstania: Idzie powoli wysoki, chudy, ks. Rybak ( pseudonim ks. Ziei ), kapelan Pułku Baszta. Taszczy dużą walizkę pełną opatrunków i medykamentów. Z całej postaci kapłana o twarzy ascety emanuje przedziwny spokój, ufność i głęboka wiara w opiekę Boską”.

         Teresa Bojarska wspominała Ks. Zieję: Człowiek w zakurzonych wysokich butach, w ubielonym wapnem, wytartym cegłą kombinezonie, takim jak mój, z taką jak moja biało-czerwoną opaską na prawym ramieniu i ze stułą spowiednika na szyi. Chwilę biegniemy obok siebie. Szepczę, nie, krzyczę, by głos przeniknął huragan dźwięków, swoje wyznanie winy. Uniesiona dłoń, znak krzyża, Ego te absolvo, ta, ta, ta, ta... zamiast palca spowiednika pukającego w drzewo konfesjonału zaterkotała salwa. Rozbiegliśmy się. Kapłan przyklęknął nad rannym, odprowadzić go w lepszy świat, ja - odbiegłam donieść meldunek.

Podczas powstańczych walk ks. Zieja został ranny i kapitulacja zastała go w szpitalu Po zajęciu ziem polskich przez wojska sowieckie, podążył za linią frontu i dotarł pod Szczecin, gdzie trwały jeszcze zacięte walki o miasto. Po latach wspominał: Chciałem się dostać do Szczecina. Nie puszczono: miasto stało jeszcze w płomieniach. Przeprawiliśmy się przez Odrę ( w rzeczywistości była to Regalica- ZS), gdzie na południe od Szczecina. - Na polach zastawałem jeszcze nie pogrzebane zwłoki żołnierzy niemieckich. Odprawiałem nad nimi modlitwy za zmarłych i wziąwszy się za łopatę, przy pomocy towarzyszy wędrówki - grzebałem ich w ziemi. O, Boże, czy już polskiej ?

Po zakończeniu II wojny światowej ks. Zieja osiadł w Słupsku na ziemiach odzyskanych. Tu przez kilka lat organizował polskie życie religijne. Potem powrócił do Warszawy, gdzie został rektorem w kościele ss. Wizytek oraz spowiednikiem Prymasa Wyszyńskiego. Kiedy w 1953 r. aresztowano Prymasa Polski, wygłosił słynne kazanie, po którym komunistyczne władze, zażądały jego usunięcia z Warszawy. Po rocznym pobycie leczniczym w Zakopanem, gdy sprawa ucichła, powrócił do stolicy.

W 1956 r. ks. Zieja był jednym z inicjatorów powołania Klubów Inteligencji Katolickiej, a później jednym z opiekunów duchowych warszawskiego KIK-u. W 1963 r. został zwolniony z obowiązków kapłańskich. Schorowany zamieszkał u sióstr Urszulanek w Warszawie.

W czasach, kiedy zbrodnię w Katyniu przypisywano Niemcom, a mówienie o agresji sowieckiej na Polskę w 1939 r. uznawano za szkodzenie sojuszom, ks. Zieja miał odwagą mówić prawdę. 17.09.1974 r. mówił w Katedrze. Św. Jana w Warszawie:  Dzień 17 września tu coś znaczy. Jest 35 rocznicą dnia, w którym na walczącą Polskę uderzono od wschodu (...) Szczególnie droga jest nam pamięć tych żołnierzy i oficerów, których pomordowano, którzy ponieśli męczeńską śmierć zamiast śmierci żołnierskiej na polu chwały.

W grudniu 1974 r. ks. Zieja podpisał list do władz z żądaniem udostępnienia Polakom w ZSRR kontaktu z kulturą polską i własnego szkolnictwa. Rok później był sygnatariuszem listu 59, będącego protestem przeciwko zmianom w konstytucji i zapisaniu w niej kierowniczej roli PZPR. 26.09.1976 r. podpisał deklarację założycielską KOR. Z KOR-em współpracował do jego rozwiązania, uczestnicząc w akcjach protestacyjnych, publikując w drugim obiegu, wspierając represjonowanych.

Ks. Zieja był kapłanem o szczególnym charyzmacie i umiejętności nawiązywania dialogu z ludźmi niewierzącymi, których potrafił z ojcowską cierpliwością prowadzić ku Stwórcy. W liście do teozofki, Haliny Tarasowej pisał w 1982 r.: Dziękuję za strofy Kiplinga. Jednak myślę, że „byś człowiekiem” i „Wierzyć w siebie” – to wyraźnie za mało. „Człowiek” – bywał i bywa zły, grzeszył i grzeszy – tak strasznie. Konieczne jest wołanie całym naszym ludzkim życiem: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, bądź wola Twoja!” Już tu na ziemi, docześnie, zanim nas pochłonie wieczność.

Stanisław Broniewski, naczelnik Szarych Szeregów wspominał ks. Zieję:  Czuł się tym Kapelanem do końca życia. "Nikt mnie nie zwolnił z tego zadania" - stwierdzał. Co najmniej raz na miesiąc odwiedzałem go w jego samotni u sióstr Urszulanek. Opowiadałem o tym co najważniejsze. Słuchałem rad. Pod koniec czasem przerywał moje opowiadanie swym niezłomnym stwierdzeniem: "Jest Bóg!". Co znaczą przy tym wszystkie inne sprawy - chciałoby się dopowiedzieć.

Ks. Jan Zieja zmarł 19.10.1991 r. w Warszawie. Jego ciało spoczęło w Laskach.

W 2006 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie ks. Zieję  Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski